Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ktoś śmiał mnie okraść!
Funeris Venatio:
Mężczyzna uśmiechnął się złowieszczo, lecz nie odpowiedział dosłownie nic. Przysunął się nieco jednak do stołu, który miał po lewej. Znajdował się teraz dokładnie metr od blatu, przed sobą mając jedno z drewnianych krzeseł. Postawę cały czas miał czujną, nie spuszczał z pani paladyn wzroku. Obserwował na przemian jej usta, stopy i ramiona, gdyż wiedział, że kobieta może zdradzić się atakiem poprzez właśnie te trzy punkty.
Evening Antarii:
Zaczęła szukać sposobu jak go zranić, zabić, albo sprawić by oddał to co zabrał. Poprawiła miecz w ręce tak, by mężczyzna mógł dojrzeć ten gest, a potem skoncentrować na kontrataku. Ona w tym czasie skupiła się na swoim umyśle, z którego w stronę złodzieja pomknęła telekinetyczna energia. Gdy siła do niego dotarła, uderzyła w jego ciało i zachwiała nim tak, że padł na ziemię całkiem oszołomiony i przed wszystkim zdziwiony. Evening w tym czasie przemieściła się tuż nad leżącą ciemną postać, komórki jej ciała zmaterializowały się po kolei, i przyłożyła zimne srebro do jego twarzy. Uśmiechnęła się w podobny sposób jak mężczyzna wcześniej i powoli przeciągnęła srebrem po jego policzku zostawiając krwawiącą ranę od ucha aż do kącika ust. -Chcę tylko odzyskać to, co mi zabrałeś.
Funeris Venatio:
Mężczyzna splunął Evening w twarz. Nieco krwi ściekło mu do ust, więc ślina zabarwiona była na czerwono. Trafił celnie dziewczynę w lewe oko, co zapiekło i na moment odwróciło uwagę pani paladyn. Złodziej kopnął kolanem w zgrabną pupę siostry zakonnej i przerzucił ją na bok. Jego sztylet leżał po drugiej stronie stołu poza jego zasięgiem, więc chwycił pierwszą rzecz, jaką miał pod ręką - krzesło. Evening dostrzegła ten atak dokładnie w momencie, gdy nóżki mebla podrywały się z podłogi zaczęły ze sporą szybkością mknąć w kierunku jej twarzy, która akurat znajdowała się na trasie lotu siedziska. Kobieta była ustawiona prostopadle do mężczyzny, leżała na ziemi.
Evening Antarii:
W zaistniałej, jakże niepomyślnej sytuacji jaka miała miejsce, dziewczyna dostrzegła dwie rzeczy: sztylet po który mężczyzna musi dopiero sięgnąć i lecące na nią krzesło... Aby zminimalizować skutki tego drugiego, osłoniła się rękoma i mieczem krzyżując ręce nad głową i podkulając nogi mając na celu ochronę brzucha. Spróbowała także skupić się nie tylko na obronie, ale na pewnym działaniu, które mogło opóźnić niebezpieczny atak mężczyzny... Dostrzegając mithrilową broń na stole, znów użyła telekinezy (taka przydatna umiejętność) i pchnęła sztylet na drugi koniec pomieszczenia, by oczywiście utrudnić przeciwnikowi zadawanie groźniejszych ciosów niż tylko drewnianym meblem. Jednocześnie musiała obronić się właśnie przed tym zmierzającym wprost na nią krzesłem. Przedmiot uderzył w pancerz nie wyrządzając szkód kobiecie i spadł obok. Eve pozbierała się z podłogi po czym przemieściła się na drugi koniec pokoju, tuż obok wspomnianego wcześniej sztyletu.
Funeris Venatio:
Mężczyzna jednak nie stał w jednym miejscu, gdy Evening zniknęła, tylko sam ulotnił się w całkiem szybkim tempie. Panna Antarii najpierw musiała wstać z podłogi, więc gdy już do tego doszło... po prostu nie mogła odnaleźć wzrokiem swojego przeciwnika.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej