Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Funeris Venatio:
- Na mszy było... tak jak to bywa na mszach. Pompatycznie, duszno i długo.
DarkModders:
- Jakoś lepiej Patty wygląda ze skrzydłami niż ty Funek
Gordian Morii:
Wreszcie na pokładzie pojawił się sam kapitan. Wszedł na pokład razem z Nadirem, który niósł coś w rękach.
Kwatermistrz zniknął zaraz po wejściu na ÂŁowcę, a Gordian kulturalnie przywitał się z każdym ze znajdujących się na pokładzie osób i rzekł.
- Witam wszystkich, którzy wyprawiają się na północ. Raczej wszyscy z tutaj zgromadzonych wiedzą kim jestem, a część z was służy, albo służyła już na moim okręcie. Wszystkich żeglarzy proszę o pomoc, bo z racji sporej ilości osób załoga ÂŁowcy ograniczona jest do minimum. Pierwszym oficerem ÂŁowcy jest niezmiennie panna Drake, która mam nadzieję pojawiła się, albo rychło pojawi się na pokładzie. Ona poprowadzi okręt aż do północnych rubieży wyspy, gdzie dowództwo przejmę ja. Tam przeprowadzimy desant. Na czas dnia wampiry przygotowane mają zaciemnione kajuty na dolnym pokładzie, nocą wachty są wasze. Pozostali mogą robić co tylko chcą z jednym ograniczeniem. Nie może to przekraczać żadnego z wydanych przeze mnie poleceń. Wszelka niesubordynacja na morzu karana jest śmiercią, oczywiście nie jesteście tutaj moimi podkomendnymi, więc ograniczymy się do wysadzenia takiej osoby na najbliższej wyspie, bądź wyślemy ją szalupą ku brzegom wyspy. Myślę, że to jest jasne. Posiłki wydawane są 3 razy dziennie, racje są starannie sortowane, gdyż nie mamy możliwości uzupełnienia zapasów gdy miniemy Atusel. Jeśli ktoś ma jakieś pytania to to jest odpowiedni moment. Kto uważa, że wie już wszystko to niech łapie się żagli i cum, bo zaraz wypływamy.
- Kapitanie? - zaczął Nadir
- Aha, Themo jest? Lilith dostarczyła paczkę dla niego.
Nikolaj:
- A na zewnątrz bardzo świeżo - uśmiechnął się półgębkiem. Przerwał im kapitan. Wszystko było jasne i klarowne. Dyscyplina jaka panowała na statku była czymś, co wampir bardzo szanował. Zastanawiał się tylko ile czasu minie, zanim część z nich rzuci się sobie do gardeł, nawet tylko werbalnie.
Funeris Venatio:
- "Funek"? - Poeta zwrócił się w stronę jaszczura, który był kiedyś rycerzem w Bractwie. Skończył na tym, że zwyzywał Marszałka, obwinił go o całe zło świata i został wyrzucony. Nigdy nie dowiedział się o co dokładnie chodziło. - Czyli już nie masz do mnie o nic żalu? - Uśmiechnął się naprawdę szczerze i poklepał Szeklana po ramieniu. Potem odszedł po prostu w stronę, w którą anioły chodzą piechotą. Do cum.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej