Tereny Valfden > Dział Wypraw

To my jesteśmy światem

<< < (5/33) > >>

Evening Antarii:
Eve po uspokojeniu swego towarzysza wróciła z powrotem do paleniska. Ciemność i chłód doskwierały w tę jesienną noc, toteż dziewczyna trochę zmieniła plany, gdyż do żarzących się ostatków doniosła jeszcze kilka drew. Stwierdziła, że w pobliżu mogą czaić się dzikie zwierzęta, które ogień skutecznie odstraszy. Po wystarczającym podsyceniu ogniska, drewno zaczęło się palić z przyjemnymi trzaskami.

Funeris Venatio:
Ognisko paliło się z poprzednią siłą, grzejąc skutecznie. Dochodziła już pierwsza nad ranem, gdy wiatr się uspokoił, ale temperatura mimo wszystko spadała. Jak to nocą w atunus. Przy palącym się ognisku było jednak dostatecznie ciepło, by nie zamarznąć, albo przynajmniej nie nabawić się jakiejś choroby. Co jakiś czas jednak wypadało do ognia dorzucić.

Evening Antarii:
  Eve usiadła sobie naprzeciwko paleniska na leżącym nieopodal pniu. Wystawiła ręce do ognia, a przyjemne ciepło łaskotało zmarznięte dłonie, a potem wędrowało dalej do twarzy. Teraz nie mogła zasnąć, wiedząc, że okolica jest niebezpieczna. Szczególnie, że z jeziora wychodzą potwory, a lasek, choć mały, nie wiadomo co kryje głębiej. Caledus co prawda nie parskał już i stał spokojnie, chyba sobie drzemiąc, tak jak konie na stojąco sobie drzemią. Niekiedy jakiś owad przemknął obok po korze, albo pająk wspinał się po nodze dziewczyny. Evening siedząc tak i czekając na świt, by móc ruszyć w dalszą drogę, zaczęła rozmyślać nad sensem życia i innych bzdurach. Podparła głowę na kolanach i zaczęła wspominać swoje dzieciństwo w Ardenos, opanowanym przez demony i rządzonym przed tyrana… Teren z dość burzliwą historią, panującym tam niepokojem i terrorem. Przypomniała sobie dom nad morzem i wspomniała rodziców, który być może gdzieś tam byli, opierając się władzy i próbując wieść spokojne życie. Ciekawe co u nich. Ciekawe czy oni zastanawiają się co u niej. Kiedyś, żyjąc z dala od miasteczka tylko ojciec przywoził z niego jakieś wieści, co małą dziewczynkę niewiele interesowało, ale także ona czuła, że na jej rodzinnych ziemiach nie panuje spokój.  Przypomniała sobie wycieczki konne do lasu, zupełnie takie jak teraz, tylko że z ojcem i całą chmarą psów myśliwskich. Była wtedy całkiem szczęśliwa i nawet nie przemknęło jej przez myśl, że kilka lat później będzie tysiące kilometrów od domu. I pamiętała też ucieczki z domu przed kolejnymi planowanymi małżeństwami, których tak bardzo chciała uniknąć, choć wiedziała, że ojciec ją kocha i chce jej zapewnić dobrą przyszłość, to nie mogła znieść myśli o życiu z kimś kogo nie kocha… Przypomniała sobie zbieranie muszelek na piaszczystej plaży i bawienie się z kłębiastymi falami. I każdy, nawet pochmurny dzień, pomimo tego co działo się dookoła, był po prostu szczęśliwy.
  Dziewczyna poprawiła się na niewygodnym pniaku, sięgnęła w bok po drwa i dołożyła je do ogniska, by siła płomienia nie osłabła. Spojrzała wysoko w niebo, chcąc zorientować się chociaż która godzina. Na pewno było po północy, przynajmniej tak jej się zdawało. Na czarnym tle było widać tylko kilka najjaśniejszych gwiazd, które właściwie nic jej nie dały. By czymś się zająć, zerwała długie źdźbło trawy i bawiła się nim w dłoniach… Dużo marzyła jako dziecko; chciała zostać nieustraszoną wojownik, wykazywać się odwagą, a w przyszłości zanieść pokój nie tylko w swoim państwie, ale wszędzie tam, gdzie jest on potrzebny. A marzenia małego dziecka z czasem przerodziły się w rzeczywistość. Bractwo, jej nowy dom, nauczyło ją jak pokonywać zło i nieść światło… Przez chwilę myślała też o Funerisie, bo ostatnio gdy go widziała  szykował się do awansu na anioła. Jej spojrzenie znów powędrowało w górę...
  Zgarbiona postawa w końcu ją zmęczyła. Przeciągnęła się, wyciągając ręce wysoko. Wiele myśli przebiegało teraz przez jej głowę. Teraz właściwie tylko czekała…

Funeris Venatio:
Evening zasnęła w takiej pozycji tuż po tym, jak około drugiej nad ranem dołożyła ostatnie drwa do ogniska. Jeszcze przez dłuższy czas żar bił od paleniska, skutecznie utrzymując Wieczorka w dobrym stanie. Dziewczyna przekręciła się na bok i leżała w miarę wygodnie skulona w kłębek. ÂŚniła...

Evening Antarii:
  Z czasem powieki zaczęły być coraz cięższe, wspomnienia i ciepło ukołysały Eve do snu. Niebezpieczeństwo odeszło, myśli się uspokoiły, a dziewczyna mogła usnąć się i odpocząć.
No cóż, może nie do końca te myśli się uspokoiły. Evening szybko zapadła w tą fazę snu, w której to uaktywniają się najdziwniejsze zakątki umysłu, a na wierzch wychodzi wszystko to, o czym normalnie nie ma się pojęcia.
  Paladyn znalazła się wysoko w chmurach, na grzbiecie białego jednorożca z różowymi skrzydłami. Tęcza, po której biegli kończyła się dopiero w garnuszku złota. Obok stał skrzat na kwiecistej łące w zielonym ubranku. Gdy tam dotarli przywitała ich gumowa kaczka i zaprowadziła do królestwa księżniczki balonowej. Tam ukazało jej się królestwo zamieszkane przez chodzące słodycze! Chodzące cukierki, chodzące pączki machające krótkimi rączkami, chodzące lizaki… itp. Sen był bardzo słodki szczególnie że pojawił się w nim Drago! Przebrany w strój baletnicy, nietoperek kręcił piruety i zabawiał cukierkową publiczność.
  To by było na tyle, bo szary świt i chłód zaczęły budzić dziewczynę...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej