Tereny Valfden > Dział Wypraw

To my jesteśmy światem

<< < (26/33) > >>

Funeris Venatio:
- W takim razie postaraj się nie krzyczeć... - powiedział do Evening, schodząc pocałunkami coraz niżej i niżej, robiąc przystanek między górami, zdobywając ich szczyty. Mijał doliny, które rozpościerały się przed nim, cały czas dbając o to, by Wieczorek zbyt głośno się nie zachowywała. Przecież nie chcieliby, by ktoś ich teraz usłyszał. Dolinę zostawił dawno za sobą, wchodząc w teren otoczony z dwóch stron potężnymi, smukłymi i gładkimi kolumnami. Najpierw zawędrował na prawo i do góry, potem znowu w lewo. Na koniec zszedł tam, gdzie zaczynały się bramy rozkoszy. Wilgotna jaskinia otoczona pofałdowanym terenem. Zagłębił się w nią swoimi pieszczotami, kładąc ukochanej na ustach palec, by przypomnieć jej, że miała być cicho.

Evening Antarii:
Starała się zachowywać naprawdę cicho, ale im Fun dalej wędrował ścieżką w dół tym więcej westchnięć dało się słyszeć w małym pokoiku, a zachowanie spokoju stawało się trudniejsze. Zwiedzał jej ciało dokładnie, a ono uchylało przed nim swe kolejne tajemnice. Zaczęła się wić pod wpływem jego pieszczot i ściskać pościel która trafiła pod jej palce. Czułości sprawiały jej nieopisaną przyjemność gdy w końcu wydała z siebie jeden przeciągły jęk... choć naprawdę starała się powstrzymać. Jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz pomieszany z radością. Przymknęła oczy i mruknęła zadowolona niczym stęskniony kot, który doczekał się upragnionych pieszczot od właściciela. Uspokoiła oddech i odgarnęła jasne kosmyki z czoła.

Funeris Venatio:
Ta, uspokoiła oddech... Nie przy takim rycerzu zdobywającym taki zamek. Funeris po pewnym czasie, który ciągnął się w nieskończoność, zaczął powracać ku górze. Jego usta znowu przebiegały jej łono, zahaczyły i jędrne piersi i spoczęły na chwilę na szyi, zupełnie tak, jak lubiła. Przysunął się bliżej i wszedł w nią całym sobą. Gorącym pocałunkiem powstrzymał przeciągły jęk, który już chciał uwolnić się z jej ust. Raz po raz nie pozwalał jej na żaden krzyk, zupełnie tak, jak mówiła na początku. Mieli być cicho...
Poderwał ją potem swoimi silnymi ramionami do góry, siadając z nią na brzegu łóżka. Posadził ją sobie rozkrokiem na udach i pochwycił w swoje palce jej idealne pośladki. Delektował się nimi i tym, jak ruszała rytmicznie biodrami, gdy obydwoje zażywali tej rozkoszy. Przytulił się do niej mocniej, okrywając szczelnie kokonem z piór, które stworzyły barierę nie do pokonania dla kogoś z zewnątrz.

Evening Antarii:
Owinęła się udami wokół jego bioder jakby chciała być jeszcze bliżej, choć teraz i tak wypełniali się wzajemnie. Eve falowała rytmicznie okalając go swym ciepłym wnętrzem... Oddech stawał się głębszy, a pożądanie wybuchło z nową siłą, porażając przyjemnie wszystkie najczulsze zakończenia nerwowe. Poruszając biodrami przylgniętymi do jego, poczuła nadchodzące spełnienie obojga.
Spleceni rozkoszą trwali tak jeszcze chwile, zatraceni w sobie, obejmując się nawzajem i delektując ciepłem skóry drugiej osoby. Dziewczyna wplotła palce w jego włosy, wodziła po umięśnionych nagich ramionach i torsie ukochanego. Musnęła jego wargi i  podziękowała ciepłym pocałunkiem.

Funeris Venatio:
- Kocham Cię, skarbie - powiedział, dysząc ciężko. Taki mężczyzna, a tak go to wyczerpało - prawdziwe igrzyska. Wygrali na szczęście oboje. Poeta objął dziewczynę w pasie i położył ją na wznak na łóżku.
- Lubisz rubiny? - zagadnął ni stąd, ni zowąd.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej