Tereny Valfden > Dział Wypraw
To my jesteśmy światem
Evening Antarii:
Miejsce wyglądało na bezpieczne, można powiedzieć przytulne. Nie należało jednak tracić czujności. Eve nie znała okolicy, tutejsze lasy czy choćby miasteczka były jej obce. Postanowiła tu przeczekać do świtu. Teraz jednak przywiązała Caledusa do drzewa w głębi zagajnika; koń mógł się w spokoju posilić i odpocząć. Tym czasem dziewczyna zebrała suche gałęzie, korę i chrust na rozpałkę, ułożyła z nich niewielki stosik, w okół którego ułożyła kamienie. Trąc drewnem o drewno po jakimś czasie udało jej się wytworzyć tyle ciepła, by patyczek zaczął się tlić. Położyła go starannie wśród suchego chrustu, rozpalając tym samym ognisko. Wystarczyło dołożyć do niego kilka większych drew, by wokoło ogniska zrobiło się dość ciepło i... przyjemnie. Ogień dawał światło, które rozproszyło nadchodzący mrok. Zdjęła z konia ciepły materiał i rozpostarła go na ziemi. W końcu położyła się, podkładając sobie pod głowę nie całkiem wygodne pakunki. Od czasu do czasu było słychać pohukiwanie sów, a z daleka docierało przytłumione wycie. Z jeziora także dochodziły różne tajemnicze dźwięki. Dla spokojnej głowy, Eve wolała nie wyobrażać sobie co kryje się między drzewami, czy grasuje nad wodą. Wiatr poruszał liśćmi i tylko czasami księżyce wyłaniały się zza chmur. Znużona podróżą Evening zamknęła oczy i podłożyła złożone dłonie pod głowę. Jej sen jednak nie był głęboki, wciąż czuwała.
Funeris Venatio:
Evening zasnęła około 21. Aż do północy leżała spokojnie, przykryta derką i grzejąc się w blasku rozpalonego wcześniej ogniska. Wtedy to właśnie zerwał się mocniejszy wiatr, którego podmuchy dostały się do miejsca obozowiska. Evening przeszył przeraźliwy dreszcz, który zbudził ją z płytkiego snu. Jej ciało było nieco zdrętwiałe od leżenia na niewygodnym podłożu, do tego dochodziło przemarznięcie. Temperatura oscylowała wokół czterech, może pięciu stopni powyżej zera, a ognisko właśnie dogasało, zostawiając ledwie kilka niewielkich pełgających z wolna płomieni. Nad wodą za drzewami zaczęły tworzyć się kręgi.
Evening Antarii:
Dziewczyna podniosła się gwałtownie z ziemi. Rozejrzała się dookoła, ale w ciemności niewiele mogła zobaczyć - jedynie kontury najbliżej stojących drzew. Coś niepokojącego było niedaleko... Caledus także to poczuł i wierzgnął zdenerwowany. Zimny wiatr przeszył ciało dziewczyny, a na dodatek zdmuchnął już ognisko. Eve pocierała dłonie o siebie i chuchała na nie, by dostarczyć sobie trochę ciepła. Gałęzie drzew zaczęły poruszać się bardziej niespokojnie, a znad jeziora dochodziły niepokojące dźwięki. Eve ostrożnie ruszyła w stronę wody. Wciąż towarzyszyło jej niemiłe uczucie, a gdy w końcu dotarła nad brzeg, jezioro pokryte było kręgami...
Funeris Venatio:
W sporym rozprysku wody spod tafli jeziora wyłonił się potwór. Zamachnął się i zaatakował Evening pazurami mierząc w jej brzuch.
1x Utopiec. Jest noc, więc działa na Ciebie kara Osłona Nocy.
Evening Antarii:
Eve zrobiła unik, odskoczyła do tyłu i w tym samym czasie dobyła kiścienia. Ciemności bynajmniej nie pomagały jej w walce, jednak musiała się obronić. Dobyła więc broni z którą czuła się po prostu najpewniej - kiścienia. Może niezbyt ona kobieca, ale skuteczna... Paladyn znów znalazła się przy utopcu, który wściekle machał rękoma i chlapał do tego przeraźliwie... Wykonała jeden mocny zamach, a obuch uderzył z impetem w głowę przeciwnika. Pogruchotał mu tym samym czaszkę i zdeformował cały łeb. Jednak po swoim ruchu Eve odeszła kilka kroków od wody, by nie być narażoną na kolejne ataki z wody.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej