Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzicy lokatorzy
Elrond Ñoldor:
- E Parie, spjawie mamry.
Omal nie podskoczyłeś, gdy nagle ktoś pociągnął Cię za ramię. Skurczyłeś palce, bełt świsnął trafiając w belkę. Nagle wokół ciebie zaroiło się od gremlinów. W sumie było ich prawie tuzin. Wszystkie o czarnych przenikliwych oczach i paskudnej posturze. Patrzyli się na Ciebie jak w obrazek. Jeden z nich, najwyraźniej przywódca, bo na głowie miał jakąś dziwną pseudokoronę, odchrząknąl i powiedział.
- Nioo... Eee... Spjawie jycia i smiarci - reszta ochoczo kiwała głowami.
Nikolaj:
- Czemu nie mam was wyrżnąć za wtargnięcie do mojego domu? - powiedział mroźnym, straszliwym głosem.
Elrond Ñoldor:
Wszyscy zrobili przerażone miny. Jednak po chwili zauważyłeś, że ścisnęli coś w dłoni. Najwyraźniej byli w sytuacji bez wejścia. W ostateczności zaatakowaliby Ciebie.
- Kionnec uczki. Uczeczki. Pszychodzo po nasz. Kjutko. Malo ciasu. Wybriejejaj. Albo pomoc tji nas albo my smiarci - w jego oczach był ból.
Nagle w drzwi frontowe ktoś załomotał. Gremliny pochowały się w zakamarki piwnicy.
- Damy ci cioś. Damy. Nje daj nas. Nje daj. - sam skrył się jako ostatni. W drzwi znowu ktoś załomotał.
Nikolaj:
Westchnął tylko i obrócił się na pięcie. W kilku susach był przy wiatrołapie. Kusze zawiesił na haczyku od płaszczy.
- Kto tam - powiedział otwierając drzwi.
Elrond Ñoldor:
- Posterunkowy Kot i posterunkowy Pieżchała. Straż miejska Efehidonu. Przybyliśmy na wezwanie okolicznych mieszkańców. Ponoć w okolicy grasują gremliny. Złodziejstwo sieją i zamęt wśród spokojnych obywateli. Z relacji świadków wynika, że zmierzały w kierunku tego domu. Czy obywatel... - przejrzał jakiś kajecik. - Nikolaj, widział coś podejrzanego? - mówił Kot. Był to młody mężczyzna. Wysoki i krzepki. Pieżchała był jego kompletnym przeciwieństwem. Zdawał się topić w zbroi. Obaj jednak mieli jednakowo przenikliwy wzrok, lustrujący dosłownie wszystko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej