Tereny Valfden > Dział Wypraw
W poszukiwaniu zaginionego słowa
Funeris Venatio:
- Polana z grabem? Tutaj raczej nie mamy lasów liściastych. Możliwe, że parę takich drzew będzie rosło trochę na zachód od samego Utamin. Tam jest chyba niewielki lasek.
Lucas Paladin:
- Niech Ci Zartat wynagrodzi, dobry człowieku. Ruszam w dalszą drogę. - Lucas gwizdem zawołał Nocnego Tancerza, który w okamgnieniu pojawił się u boku swojego pana. Koń był sprawny i dobrze wytresowany. Takiego towarzysza paladyn potrzebował. Silnego i wiernego. Szybko wskoczył na grzebiet konia, delikatnie szarpnął lejce i pognał w kierunku północnym, gdzie miała znajdować się mieścina Utamin, podstawowy cel jego podróży.
Funeris Venatio:
Lucas niepokojony przez nikogo dotarł wreszcie do miasteczka. Wybudowane na zboczu góry łagodnie opadało do morza. Jedynym miejscem, w którym można było dostać się do środka była brama, przy której stało dwóch strażników opartych o halabardy. Zatrzymali nieznajomego przybysza i okrzyknęli go. Zbliżał się wieczór, robiło się powoli ciemno, więc zaczęto coraz mocniej sprawdzać wszelkich przybyszów. Zwłaszcza, jeżeli nie byli rybakami albo kupcami.
Miasteczko Utamin
Lucas Paladin:
Paladyn rozbił po drodze mały obóz, aby napoić Tancerza i zjeść trochę wędzonej ryby, podarowanej mu przez Lecha. Musiał przyznać, że ryby gdy są dobrze przyrządzone smakują naprawdę przednio. Niewiele miał jednak czasu na popas, gdyż czekało na niego miasto Utamin. ÂŚwietnie położone, na zboczu góry, z dostępem do morza, stanowiło podstawę dochodów gminy, zapewne utrzymującej się przede wszystkim z rybołówstwa. Gdy Lucas dojechał do bramy, drogę zagrodziło mu dwóch strażników. Typowe środki ostrożności, noc się zbliżała. Paladyn zsiadł więc z konia; chciał pokazać, że nie ma złych intencji i rzekł do nich:
- Lucas Paladin, Marszałek Koronny i Wielki Kanclerz Bractwa ÂŚwitu. Przybyłem załatwić swoje sprawy w waszym miasteczku. Wskażcie mi proszę karczmę, dobrzy ludzie.
Funeris Venatio:
Strażnicy zmierzyli wzrokiem paladyna. Mało kto podróżował w takiej zbroi na takim koniu z takim rynsztunkiem, więc nietrudno było uwierzyć, że to naprawdę jest Wielki Kanclerz Bractwa ÂŚwitu, a na pewno jeden z ich rycerzy. A Ci, jak wiadomo, byli godni zaufania i w ogóle. Nie widząc więc żadnych przeszkód dwójka mężczyzn skłoniła służbiście głowy, przeprosiła za niedogodność i skierowała Lucasa kilkadziesiąt metrów dalej, pod szyld "Górna Rybka". Z lewej strony zajazdu znajdował się mały plac z wejściem do stajni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej