Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wpuszczony w kanał
Lucas Paladin:
- Jasne, ale mogłeś coś wspomnieć, zwłaszcza, że starłem się z ich magią w Boleskine. Tak, Gerin coś mówił o infiltracji, ale prawdę mówiąc, nie dawałem temu wiary. - Lucas nalał sobie piwa do kufla i pomału sączył ten "Magic potion" jak mówiono na piwo w odległej krainie. - Wyśmienite. Skoro skosztowałem, w takim razie możemy ruszać. - Lucas powtórzył Funerisowi dokładną lokalizację sekty, wskazaną mu przed Aldebrana ze wszystkim szczegółami i wskazał na drzwi, dając mścicielowi do zrozumienia, iż to Funeris tutaj dowodzi.
Funeris Venatio:
Funeris ubrał pełną zbroję, zabrał cały ekwipunek, który posiadał ze sobą (kiścień został w Bractwie) i wyszedł z karczmy. Skinął karczmarzowi na pożegnanie i ruszył przed siebie. Towarzyszący mu Lucas nie odstępował na krok. Dotarli wreszcie na przedmieścia, do wąskiej uliczki, którą wskazał Aldebran. Dom znajdował się na jej końcu, był dwupiętrowy, z drzwiami wejściowymi poprzedzonymi kilkoma drewnianymi stopniami. Na frontowej ścianie znajdowały się dwa okna, zarówno na parterze, jak i na piętrze. Dach był szpiczasty, raczej standardowo. Nikt się po okolicy nie kręcił. Widać było, że za domem mieści się ogrodzone opłotkiem niewielkie podwórze.
Lucas Paladin:
Lucas się rozejrzał. Akcję należało przeprowadzić rozsądnie. Obaj nosili zbroje Bractwa, więc ryzykowali wykryciem w pierwszej chwili, a nie wiedzieli ilu wyznawców znajduje się w siedzibie. Może warto by zaryzykować wejście od strony podwórza? Albo się rozdzielić. Lucas spytał więc Funerisa:
- Co teraz? Rozpoznają nas, nosimy stroje Bractwa. Rozdzielamy się i jeden wchodzi frontem, drugi od podwórza, czy razem?
Funeris Venatio:
- Zaryzykowałbym rozdzielenie się. Wchodząc od frontu ryzykujemy, że po prostu nie będziemy mieli miejsca do wspólnej potyczki. Te domy często budowano na jedną modłę, więc na początku powinien być korytarz, w którym byśmy się tylko zablokowali. Na szczęście czas działa na naszą korzyść, w końcu jest grubo po drugiej w nocy. Idź od tyłu, ja wezmę front. Obserwuj niebo nad domem. Gdy poślę telekinezą kulę światła nad szczyt dachu, wchodzimy. Dokładnie w momencie, gdy osiągnie szczyt. Powinno się udać, ruszajmy. Powodzenia, przyjacielu. Niechaj Zartat da nam siłę, byśmy mogli służyć mu jak najdłużej. - Po tych słowach uścisnął Lucasa, tak po męsku, oszczędnie, ale stanowczo. Wyciągnął miecz i tarczę, a potem wolnym krokiem, chowając się w cieniu jednego z budynków, ruszył przed siebie. Przyczaił się pod oknem, które powinno wychodzić z salonu i odprowadził wzrokiem drugiego z zakonników, który przemykał przyczajony na tyły kryjówki. Koło ucha Poety przeleciał jakiś nietoperz, którego to mściciel chciał odgonić. Nie zważając na zwierzaka zerknął przez okiennice. Ujrzał około dziesięciu ludzi, którzy mamrotali coś nad jakąś księgą oprawioną w skórę. Wyraźnie było widać, że na okładce widnieje jadeitowy smok, symbol sekty Orwella. To nie mogła być pomyłka. Należało wejść do środka i rozprawić się ze złem raz na zawsze, zanim wykiełkuje i rozrośnie się niczym czyrak na zdrowej tkance.
Lucas Paladin:
Lucas wykonał polecenie, odwzajemniając wcześniej uścisk, również po męsku. Sięgnął po buzdygan i zdjął pawęż z pleców, wiedział, że walka będzie ciężka, ale Zartat był z nimi i dodawał otuchy. Cicho i pomału, idąc wzdłuż ściany budynku, tak, aby nikt z okna nie mógł go zobaczyć, rycerz dotarł do ogrodzenia znajdującego się na tyłach podwórza. Zmówił modlitwę do Zartata i przygotowując swoje ciało i ducha, czekał na znak od Funerisa, świetlną kulę nad budynkiem, aby wtargnąć do środka i raz na zawsze wyplenić zło z Atusel. Zło należy bowiem tępić w zarodku, bo potem może się rozzuchwalić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej