Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wpuszczony w kanał
Funeris Venatio:
Okazało się, że drzwi prowadziły na parter. Tutaj również znajdowały się ryby, co akurat nie powinno być wielkim zaskoczeniem, skoro było to miasto portowe. Te tutaj akurat były już zaczopowane w beczkach, gotowe do wysłania lub sprzedania. Porządnie zasolone i po porcjowane miały długi termin przydatności do spożycia. Kilka okien wychodziło na ciemne uliczki Atusel, nie było widać żywej duszy. Pod sufitem suszyło się nieco makreli i innych tego typu wytworów. Lucas dostrzegł dopiero teraz, że na drewnianej podłodze widnieje kilka śladów prowadzących do drzwi wyjściowych. ÂŚlady nosiły znamiona pobytu w kanałach, on zostawił na schodach identyczne. Były relatywnie świeże, chociaż już zaschły. Kilka godzin?
Lucas Paladin:
Pewna rzecz nie dawała jeszcze Lucasowi spokoju. Beczka z krwią. Szybko cofnął się do poprzedniego magazynu, aby to sprawdzić. Otworzył beczkę i co zobaczył?
Funeris Venatio:
Wciśnięte, niemalże złamane na pół ciało. Facet był chudym człowiekiem, miał na sobie rodzaju fartuch, gdzieś tam obok niego znajdował się też tasak. Narzędzie miało wyraźną szczerbę, jakby ktoś nim uderzył o coś równie twardego. Denat czaszkę miał rozciętą jakimś ostrzem, pewnie mieczem, chociaż to teraz trudno stwierdzić. Włosy były splecione krwią, mózg po części wypłynął na zewnątrz i rozlał się po resztkach soli, które w beczce się znajdowały. Lucas dostrzegł to dopiero teraz. Za beczkę, między nią a ścianą, znajdowały się świeże ryby, które wcześniej musiały znajdować się w pojemniku.
Lucas Paladin:
Kolejne zwłoki. Za drzwiami Lucas miał prawdopodobnie sprawców tych morderstw. I to pewnie byli ludzie. Zmówił modlitwę do Zartata za dusze nieszczęśników i natychmiast wbiegł na górę, wyszedł z domku na zewnątrz i spróbował kierować się śladami zostawionymi przed morderców.
Funeris Venatio:
Lucas otworzył drzwi pociągając za klamkę. Dostrzegł, że na jego rękawicy pozostało troszkę krwi, która rozmazała się na jego dłoni. Gdy wyszedł z magazynu znalazł się na ulicy, a raczej małej alejce. Mógł iść w prawo, albo w lewo, lecz intuicja podpowiadała mu, że w prawo lepiej. Może to intuicja, a może rozmazana plama krwi na ścianie, która ewidentnie prowadziła w prawą stronę. Ktoś ranny się oparł? Zatoczył na ścianę?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej