Tereny Valfden > Dział Wypraw
Homo niewiadomo - z fontanny leci bimber
Evening Antarii:
Dawał się we znaki ten charakterystyczny zapach. Na początku drażnił, ale... dało się przyzwyczaić. Pochodnie ujęłam w dłoń, spojrzałam porozumiewawczo na Drago, który szedł za mną i pchnęłam uchylone drzwiczki. Te kanały, rury, drzwi, tajemne przejścia, sprawiały wrażenie jak gdyby podziemnego, tajemniczego miasta...
Dragosani:
Wampir szedł za Evening starając się, aby jego kroki robiły jak najmniej hałasu. Ciemność panującą w korytarzu nie była dla niego przeszkodą, więc rozglądał się po nim czujnie. Gdy Evening wzięła pochodnie było to jeszcze łatwiejsze. W końcu dotarli do uchylonych drzwi. Drago przygotował się na ewentualne zagrożenie. Rzecz jasna nie przewidywał takowego, ale z kanałami pod takimi miastami jak Efehidon to nigdy tak naprawdę nie wiadomo.
Funeris Venatio:
Pomieszczenie było ciemne. Ascetyczne wnętrze zasłane było mnóstwem butelek wypełnionych płynem ustawionych na regałach ustawionych pod każdą ze ścian. Każda butelka opatrzona była datą, co dało się dostrzec w migotliwym świetle pochodni. Drago mógł nawet całkiem dokładnie odczytać napisy, które głosiły, że najświeższe butelki rozlano kilkadziesiąt lat temu, najstarsze zaś... siedemset czternaście lat, bez jednego dnia. Na końcu pomieszczenia, w głębokim fotelu i ze szklanicą w dłoni, siedział człowiek. Odziany dostatnie, lecz skromnie, bez jednej nogi i z kapeluszem na skroniach.
- Czekałem na was... - rozległo się spod szerokiego ronda. Głos był raczej miękki, lecz z wyraźną nutą szaleństwa.
Dragosani:
Drago wszedł do pomieszczenia i szybko się rozejrzał. Nie potrzebował na zorientowanie w jego układzie dużo czasu, ot szybki rzut okiem. W przenośni, rzecz jasna. Gdyby naprawdę rzucił okiem niewiele zapewne by mu to dało. Dodatkowo, gdyby to było jego oko, bardzo by tego żałował. Lubił swoje oczy. Widząc nieznajomego wszedł kilka kroków w głąb pomieszczenia. Zmierzył człowieka wzrokiem.
- W takim raze pewnie teraz powiesz kim jesteś, zaraz po tym wyjawisz swój plan i zaczniesz się śmiać - odpowiedział na jego słowa.
Funeris Venatio:
- - Jestem Andrzej Mleczko, głównodowodzący szpicy sił wywiadowczych Konusa Mikrusa, prawowitego pana tych ziem. Zostałem wysłany, by siać zamęt w królestwie Valfden, by sprowadzić na was głód i plagę pijaństwa. Arystokracja popadnie w alkoholizm. A raczej w jeszcze większy alkoholizm - poprawił się szybko.- Będzie niezdolna do prowadzenia żadnych działań, gdy wreszcie wylądujemy na wyspie, gdy wyjdziemy z ukrycia. Będzie się żreć między sobą, zabijać przy każdej możliwej okazji, popijając przy tym nieznane wam trunki, które zamieniły by was w to, co sobie umyślił mój pan. Albowiem w bimbrze tym jest coś, co zmieni was w kogoś innego. I nie macie sił, by nas powstrzymać! - Andrzej, kaleka bez połowy jednej nogi, zaczął się śmiać. Histerycznie, podle, aż dostawał drgawek i spazmów. ÂŚmiał się długo, bardzo długo. Brzmiał jak postacie z przerażających bajek opowiadanych nocą po karczmach. ÂŚmiał się i śmiał...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej