Tereny Valfden > Dział Wypraw

Homo niewiadomo - z fontanny leci bimber

<< < (10/20) > >>

Dragosani:
Dragosani wygrzebał skądś tam kluczyk. Jakimś dziwnym trafem on nosił to wszystko, co znaleźli pod deską w szopie. Znaczy się nie w takim małym ssaku, ale w niewielkim składziku w ogrodzie Funerisa.
- Pewnie coś związanego z bimbrem - stwierdził wampir, któremu oczywiście nie umknęło to, co tam mruczy Evening. Kucnął obok zamkniętej klapy. Przytrzymał kłódkę dłonią i przygotował kluczyk. Palcem wymacał dziurkę, chociaż i tak doskonale ją widział. Następnie skierował klucz do otworu. Wszedł on do tej wąskiej szparki nie bez oporów. Szparka była sucha, nie naoliwiona. Widoczne kłódka dawno nie widziała się ze ślusarzem. Drago pchnął mocniej, rozległo się leciutkie skrzypnięcie, prawie jak ciche westchnięnie. Kluczyk wszedł do końca. Pasował idealnie (?). Brzegi dziurki obejmowały jego twardą powierzchnię. I wtedy Drago przekręcił go, próbując otworzyć kłódkę, aby mogli odkryć tajemnicę kanałów pod ogrodami.

Funeris Venatio:
Kłódka jakby zaczęła ustępować, mechanizm był niby bardziej wilgotny, bardziej podatny na pieszczoty kluczem, który wiercił się wewnątrz ciasnej dziurki. Klucz pasował idealnie, więc nie długo trzeba było czekać, by kłódka poddała się całkowicie. Piszcząc przeciągle... wreszcie doszła. Doszła do końca obrotu, zamek otworzył się, a skobelek wyskoczył na zewnątrz. Krixos ponaglił Drago, by ten wyciągnął swój spocony przyrząd i pokazał, jakie skarby są w środku. Thesio szczeknął raz, a potem zamilkł. Po otwarciu klapy zebranym ukazała się drabinka w dół...

Evening Antarii:
-Idziemy?- spytałam szeptem, tak jakbym chciała nadać aurę tajemniczości. Choć to samo w sobie było dość zagadkowe. Chciałam zejść pierwsza, nawet czekałam na jakieś "panie przodem". Przytrzymałam się więc, nogi spuściłam na dół, po czym postawiłam bezpieczniej na szczebelku. Chwyciłam się boków drabinki i schodziłam powoli w dół.

Dragosani:
Drago oczywiście przepuścił Evening pierwszą. W końcu miał dobre maniery, albo chociaż starał się je mieć. Poza tym nie wiedzieli co czekało ich tam na dole, więc pierwsza osoba ryzykowała. Rzecz jasna on o tym nie pomyślał nawet, ale taki był fakt. Naprawdę! Poczekał, aż dziewczyna zejdzie na tyle, aby miał nieco miejsca i złapał drabinkę, po czym sam zaczął schodzić.

Funeris Venatio:
Było ciemno. Do czasu... Evening szła chwilę dłuższą, aż doszła. Doszła na samo dno, ma się rozumieć. Powietrze trochę śmierdziało, ale raczej nie ściekami, tylko mocnym alkoholem i składnikami do jego produkcji. Na końcu kilkunastometrowego korytarzyka (całkiem wysokiego i szerokiego) paliła się pochodnia i znajdowały się na w pół przymknięte drzwi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej