Tereny Valfden > Dział Wypraw
Homo niewiadomo - z fontanny leci bimber
Dragosani:
- Dokładnie tak jak wyjaśniła Evening. Trochę się popsuła i uznaliśmy, że jak ją całkiem zniszczymy, to Funeris nie zauważy różnicy. Pamiętasz go pewnie, był z nami gdy Mgłę niszczyliśmy - odpowiedział wampir. Nie wnikał dalej w genezie blizny orka. Nie był to odpowiedni czas, ani miejsce.
// To chowańca też trzeba wypisywać? :/
Funeris Venatio:
//A nie mam pojęcia, tak palnąłem. Pamiętajmy jednak, że on tutaj jest.
Thesio ułożył się wygodnie u stóp dziewczyny i czekał na jakieś mizianie.
- Czyli co teraz? Zakręcamy wodę, czy niszczymy jak leci? - Ork zapytał dosyć serio, jednak kiedy kończył mówić, woda z fontanny przestała całkowicie płynąć. Tak o, po prostu. Nikt nie wiedział czemu, nikt nie wiedział jak, ona po prostu przestała płynąć.
Dragosani:
- O - skomentował Drago. Wstrzymanie przepływu wody było dość niespodziewane, ale na pewno korzystne. Teraz nie musieli martwić się, że się pomoczą. A jeśli później, gdy już zrobią co trzeba, woda znów zacznie płynąć? Cóż, to już będzie problem Funerisa. - No to panowie, bierzemy się do roboty. Mogul tam jest składzik, weź sobie jakiś kilof i pomóż. Przyda się twoja krzepa. To nie będzie się wiele różniło od tego treningu, gdy niszczyliśmy manekiny drewnianymi mieczami. - Wampir podszedł do fontanny, uniósł kilof i skrupulatnie wybierając miejsce pierwszego ciosu, uderzył. Prosto w szyję kamiennej bestii.
Evening Antarii:
Chłopacy brali się do pracy, a ja, co by im umilić robotę, poszłam po kolejną dostawę alkoholu. Thesaurus zdziwiony brakiem pieszczot ruszył za mną do środka. A ja tylko wzięłam kolejne butelki (nie otwierałam ich tym razem), otworzyłam jedną i wzięłam spory łyk. Podłam Drago, Aragornowi, orkowi i orkowi po jednej, a potem ukucnęłam sobie gdzieś z boku na trawie, butelkę odstawiłam na chwilę obok i zajęłam się mizianiem Thesia, który od czasu do czasu biegał za kimś i go obwąchiwał, a potem wracał.
Dragosani:
- Dziękuję - powiedział wampir i łyknął sobie piwa. Oczywiście zrobił to tak zmyślbie, aby nie wystawić twarzy na promienie słońca (bo aktualnie w tej chwili był dzień, prawda?). Wypił jeszcze kilka łyków i zakrył twarz maską. Uśmiechął się pod nią nikczemnie, jak jakiś nikczemny nikczemnik.
- Można się zgrzać tak pracując. Może przybierzesz się w strój isgharskiej niewolnicy i będziesz nas wachlować takim dużym wachlarzem z piór? To byłoby miłe - zażartował i natychmiast odskoczył poza zasięg ewentualnego wściekłego ciosu Evening.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej