Tereny Valfden > Dział Wypraw

Z pierwszymi promieniami Veris

<< < (18/28) > >>

Gordian Morii:
- Nie mierz ludzi swoją miarą Silvasterze. Każdy ma swoje powody i powódki, jeśli Tobie zależy tylko na pieniądzach to trudno. - odparł mu kapitan i ruszył na mostek.
- Panie Proganie zapraszam do sterów.

Nawaar:
Dhampir zastanowił się, po usłyszeniu słów Gordiana, ale już go nie było, żeby mu odpowiedzieć więc powiedział to sobie w głowie. Pieprzony hipokryta. A następnie przypominał sobie, jego słowa wypowiedziane, pod czas śniadania. "To obecne działanie tych ludzi ma na celu wyeliminowanie handlu zamorskiego poprzez zdobycie monopolu i założeniu, że rynek Valfden jest nieatrakcyjny. Kupcy nie będą chcieli ryzykować, zakończą z nami współpracę, a wtedy nasz monopolista, wrzuci nam takie ceny, że zwyczajnie mówiąc się posramy. Będzie miał na Valfden całą sieć punktów przerzutowych i w konsekwencji doprowadzi to do zachwiania się naszej gospodarki. Dlatego musimy działać, jeśli sami chcemy w przyszłości dorobić sobie na handlu z kontynentem." Te słowa dobitnie mu się przypomniały, że kapitanowi nie chodzi o kasę. Silva już chciał wybuchnąć śmiechem, ale pewnie mieliby go za wariata. Także, tylko się uśmiechnął i dalej robił swoje.

Progan:
- Tak jest - rzekł Progan trochę cierpkim głosem i wrócił za stery okrętu.

Melkior Tacticus:
Po śniadaniu ktoś musiał pozmywać, jakoż iż chętnych do tej niewdzięcznej roboty nie było zajął się tym Melkior. Skończywszy mycie garów i wylawszy pomyje za burtę wyszedł na pokład. Co ciekawe czytał kiedyś książkę przygodową wedle której życie na ich planecie powstało właśnie poprzez wylanie wiadra pomyj z dracońskiego pojazdu. Nie mając zajęcia oparł się o maszt.

Nawaar:
Akurat stał tam dhampir, który już też nie miał nic do roboty, bo wszystko dokładnie sprawdził. - Wczoraj w nocy, żeście się nieźle bawili. Taki nie zapowiedziany ostrzał, aż na myśl przyszła mi ostatnia misja.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej