Tereny Valfden > Dział Wypraw
Z pierwszymi promieniami Veris
Melkior Tacticus:
Z jednej z tawern wyszedł nawet trzeźwy Melkior, nie żeby się zapijał w tym wieku w trupa jak jego - pożalcie się bogowie - ojciec. Melkior był troche inny, niestety dowodzenie bandą najemników sprawia że zaczyna być wybuchowy. Na szczęście miał pracę na "ÂŁowcy" a ten akurat wypływał. Elf udał się więc na okręt.
- Ahoj! Zawołał wchodząc po trapie.
Thoran:
Po zakończonym udziale w festynie, który swoją drogę obfitował w różnego rodzaju dziwne i nie spotykane na co dzień sytuacje. Postanowiłem wrócić do dobrze znanego mi portowego miasta Atusel. Podróż ze stolicy w której odbywała się biesiada ku czci boga Rashera trwała długo, zdecydowanie za długo. Zatem gdy wkroczyłem do portu był już późny wieczór. Chociaż okres zimowy dobiegł już końca to w powietrzu w dalszym ciągu unosiły się resztki lodowatego powietrza zapewne pamiętającego poprzednią porę roku. Mijając charakterystyczne dla miasta portowego moczymordy, skupione na piciu taniego wińska w różnych pozycjach i miejscach, zauważyłem, że o tej późnej porze ktoś krzątał się wokół całkiem nieźle wyglądającego statku. W pierwszej chwili pomyślałem, że to pewnie jacyś porządni ludzie szykują się do wypłynięcia na jakiś rejs wycieczkowy czy coś w tym stylu. Jednak, gdy podszedłem na dosyć bliską odległość zobaczyłem w w świetle pochodni paskudną twarz dhampira zwanego Silvą, który kręcił się wokół łajby. Bękarty już się tutaj kręcą - pomyślałem. Więc zapewne wkrótce coś się tutaj wydarzy. Na dodatek jakiś znajomy głos krzyczał Ahoj. Taaa całkiem po elfiemu. Nie tracąc czasu podszedłem jeszcze bliżej i przywitałem się z dhampirem.
- Witaj Silva. Co Cię sprowadza w to miejsce ? I nie czekając na na odpowiedź, krzyknąłem.
- Czy kapitan tego statku potrzebuje, jakiegoś dodatkowego marynarza, znającego się trochę na żegludze i walce ?
Gordian Morii:
- Ahoj Melkiorze! Dobrze, że jesteś. - odparł elfowi, który ni z gruchy ni z pietruchy pojawił się na trapie. - Wzięliście sobie tego zdechlaka, czy dalej nadużywa mojej gościnności? - zapytał gdy elf wszedł już na pokład. W tym momencie z dołu dobiegło zapytanie.
- Kapitan tego okrętu potrzebuje każdego, kto chciałby ruszyć dupę z Atusel, narazić się lekko na kalectwo lub śmierć i przy okazji nie będzie kręcił nosem, gdy trzeci dzień z rzędu na kolacje będzie podawany bigos. - odkrzyknął nieznajomemu.
Gunses:
Upiór czekał. Na kolejne Hemis... Ale na razie czekał na noc. Nadeszła ona dość szybko, spowiła świat swym mrokiem i chłodem. Spłynęła po krótkim dniu niczym czarny woal. Gunses przebywał w swojej kajucie, słyszał rozmowy ludzi na pokładzie. Nigdy nie wychodził wcześniej niż późną nocą, gdy wszyscy już spali. Różne były przesądy, jednakże mało który mówił przychylnie o wampirach na pokładzie. Gordian jednak tak kpił z tego przesądu jak i z innego, mówiącego o kobietach...
Gunses siedział, a właściwie stał pochylony nad mapami Valfden, kreślił i zaznaczał, nanosił szczegóły. Była to specjalna mapa, specjalne kreski i specjalne znaki. Mapa, którą mógł zobaczyć tylko Gordian. Wampir strzegł jej i gotów był zabić każdego, kto chciałby weń spojrzeć.
TheMo:
Z festynu na statek. Tak oto Themo zabrał się do kolejnej roboty, znów na okręcie. Port, przez który przechodził nie zmienił się wcale. No, może trochę większy tłum był. Gdy znalazł się na miejscu przywitał się z obecnymi tam już personami.
-Witajcie! I znów wypływamy.
Uścisnął dłoń każdemu z załogi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej