Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
Nawaar:
Chuj. Pomyślał dhampir o Melkiorze, żeby osiągnąć wewnętrzną harmonię. Teraz mógł się wspinać a raczej przeskakiwać z jednej na drugą. Znów dzięki zdolnością wampirzym rzecz jasna. Silva z lekkim dosłownie trudnościami dostał się tam gdzie znajdował się herb rodu Melkiora. Ukazującego czarnego smoka na czerwonym tle. Dhampir trzymając się jedną ręką lin drugą próbował sięgnąć, herb rodowy. To było gorsze niż wspinaczka, bo co wyciągał rękę, po ten skrawek materiału z nadzieją na jego schwytanie, to ten uciekał będą ruszany, przez wiatr. Silva w końcu miał dość i nie chciał narażać życia dla nic mu wartego materiału, gdy nagle na dosłownie sekundę wiatr ucichł, a dhampir chwycił zdobycz i wsadził ją do buzi, aby mógł bez problemu dostać się do bocianiego gniazda i tak się stało. Silva wszedł na swoje miejsce i pierwsze, co to zawinął materiał z narysowanym herbem i schował go za pazuchę koszuli. Teraz miał okoliczność rozejrzenia się dokładnie w ciemnościach. Nikt z obecnej załogi nie mógł mu w tym dorównać, bo nikt nie był wampirem ani nikim takim, co dawało mu przewagę i szybkość zobaczenia czegoś. A tym czymś były, jakby wieże i mury miasta. Dokładnie nie wiedział jakiego jeszcze, ale w raz z poruszaniem się statkiem do przodu obraz miasta wydał mu się znajomy. Wiedział już, że drugiego takiego obronnego miasta nie ma wyspie, no może poza krasnoludzkim. Tym miastem okazała się sama stolica. Silva pochylił się w dół krzycząc przełamując siłę wiatru. - Stolica!!!. Zbliżamy się do stolicy!!!.
Melkior Tacticus:
Większość trasy za nami. Pomyślał Melkior i skierował okręt w prawą odnogę. Za parę godzin będą w Ombros.
TheMo:
Themo tylko mruknął i pogrążył się w myślach.
Efehidon. To już stolica. Mam nadzieję, że dobrze wypoczniemy przez te kilka godzin, by mieć siłę do starcia.
Dalej stał lekko zgarbiony, oparty od barierę podpierając się na łokciach. Oczy miał zamknięte. Głęboko oddychał relaksując się spokojnym rejsem. W taki sposób odpoczywam po ostatnim zajściu i przed nadchodzącą rozróbą. Rozmyślał co go może tam czekać. I co się dzieje z porwanym bękartem. Oj, tak potraktowany członek Bękartów to plama na honorze całej grupy. Trzeba ją zmyć jak najszybciej. A takie plamy usuwa się nie proszkiem od pana Chajzera a mieczem czy bełtem.
Melkior Tacticus:
//16:00 Silva widzisz dachy Ombros.
Nawaar:
Dhampirem lekko miotło i dotknął delikatnie małej ścianki bocianiego gniazda, gdy kurs został zmienony. Chciał krzyknąć, Jak prowadzisz długouchy., ale uspokoił się i ciągle patrzał na stolicę. Przyglądał się fortyfikacją jak i ludziom krążącym, po ulicach miasta. Silva nawet nie czuł zmęczenia, noc dodawała mu sił tak samo jak wampirom. Toteż nawet nie próbował się zdrzemnąć, a nawet jeżeli by chciał to musiałby to robić na stojąco. Dhampir oczekiwał, aż w końcu dopłyną chciał zabić głupich ludzi, którzy ośmielili się zaatakować jednego z bękartów. Biedaki nawet nie wiedzą, że atak na jednego z nas, jest atakiem na każdego członka zgrupowania. Teraz patrzył w milczeniu w dal dopóki nie dopłyną do celu, celu który okazał się bliżej niż ktoś mógł przypuszczać. Tak oto, przed dhampirem stojącego samotnie na bocianim gnieździe ukazały się pierwsze dachy i zabudowania Ombros. Nad kominami unoszą się jeszcze resztki dymu z domowych ognisk. Miasto takie spokojne, takie ciche już nie długo. Oczywiście dhampir zawiadomił towarzyszy będących z nim na okręcie. - Jesteśmy u celu!!!. Widzę miasto!!. Wykrzyczał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej