Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
TheMo:
-O żesz ja cierpię dole! No to albo my rozjebiemy fort Aragorna i potem nas znajdzie i powyrzyna albo teraz zatopi. W sumie to jeden chuj.
Po tych słowach zaczął biec w stronę zejścia na niższy pokład. Niemal przeskoczył schody i znalazł się na poziomie z działami, gdzie dołączył do niego Silvaster. Tam chwycił jedną z pochodni i podszedł do armaty.
-Dzięki druhu. Wolę być przygotowany na wszystko. A jeśli to ma być ostatni rozpierdol w moim życiu to zadbajmy, by był on epicki!
Po tych słowach przyłożył ogień z pochodni do lontu, który zaczął się palić i znikać. Stawał się coraz krótszy, aż zniknął w metalowej obudowie. Themo pomyślał, że chciałby odejść jak ten mały kawałek sznurka nasączony specjalną substancją. Z wielkim pierdolnięciem. Na pokładzie działowym rozniosły się dwa huki. Wylatujące kule popchnęły armaty, mimo ich ciężkości i blokadzie kilka kroków w tył. W uszach miał piszczenie, więc już nie słyszał rozkazów. Dwie kule armatnie, niemal jednocześnie leciały w stronę fortu.
Thoran:
A to był tak miły i przyjemny rejs wycieczkowy - pomyślałem po czym rozległy się pierwsze wystrzały armat znajdujących się w fortecy.
- Osz kurwa.... - krzyknąłem. - Melkior, myślałem, ze ten twoj ojciec to skąpiec i nigdy nie odważy się zatopić swojego okrętu....., ale widać co publiczne pieniądze robią z człowieka... tfu drakona.
Także my odpowiedzieliśmy ogniem za pomocą TheMo i Silvy, ale nas jest trójka, a w forcie multum strażników, którzy nieporównywalnie szybciej będą ładować armaty i ładować do nas jak do kaczek podczas polowania.
Cholera czarno to widzę, ale może mamy jakieś szanse na ucieczkę. Pełny żagiel, słowa Melkiora rozbrzmiewały w mojej głowie. Cholera wszyscy polecieli pod pokład sobie postrzelać, a nikt nie zadbał o szybkość ucieczki. Dlatego też nie zwlekając biegiem rzuciłem się w stronę jednego z żagli i z pośpiechem godnym pozazdroszczenia rozwiązywałem liny uniemożliwiające nam nabranie pełnej szybkości.
Melkior Tacticus:
Kilka uderzyło o burtę okrętu nie wyrządzając zbyt wielkich szkód, wtedy też wzmógł się wiatr. Zupełnie jakby sam Ellmor dmuchnął w ich żagle przyspieszając okręt i dając szanse na ucieczkę. Mocno poobijana "Czarna Perła" umknęła fortowym działom dalej płynęła w górę Amertodonu. Pytanie jakim cudem ich nie zatopili? Prawda leży zapewne w skąpstwie Aragorna który wolał nastraszyć złodziei niż zatapiać warty 60 denarów okręt. Melkior zaś nadal nie wierzył że żyją.
- Jak wrócimy wpłace datek na świątynie Ellmora i Nalasa... Zwinąć żagle do połowy, niech ktoś sprawdzi uszkodenia.
//Działa są na górnym pokładzie
Thoran:
- Chyba jednak ktoś strzelał tak, aby bardzo nie uszkodzić statku, przecież mogli zrobić z nami co chcieli, a jednak pozwolili odpłynać. - zauważyłem. Pewnie jakoś dopłyniemy do Ombros. - powiedziałem do elfa oglądając poniesione uszkodzenia. - Co tu dużo mówić fortuna nam jednak sprzyja podczas tej wyprawy. Więc trzeba mieć nadzieję, że podczas ostatniego etapu nie odwróci się od nas bo cholera trochę nadużywamy jej zaufania. Ale jak to mówią: kto nie ryzykuje nie pije szampana czy jakoś tak.
Nawaar:
Dhampir ucieszył się na myśl, że udało się jakoś zwiać, ale oczywiście groźba zatonięcia okrętu nadal dawała o sobie znać. Jednakże nie było na to czasu, bo trzeba było szybko zająć się żaglami. Silva doskoczył do jednego masztu i zajął się ściąganiem lin. Przychodziło mu to łatwo, jak za każdym razem. Dzięki wampirzej krwi płynącej w jego żyłach mógł widzieć w nocy jak i mieć więcej siły od zwykłego śmiertelnika, toteż ściągnięciem pierwszego żagla do połowy poszło mu bardzo szybko. Już kończył wiązać liny, które próbowały uciekać poprzez szalejący wiatr. Jeszcze chwila i właśnie zakończył powyższą czynność. Liny spokojnie zostały przymocowane i teraz dhampir mógł podejść do następnego masztu i pomóc ewentualnie, któremuś z towarzyszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej