Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
Nawaar:
Dhampir musiał pierwszy dostrzec fortece, skoro widział w nocy i stał w najwyższym punkcie na statku. Dlatego starał się dostrzec kilka najważniejszych elementów grodu. Wytężając wzrok zauważył mury, mury i jeszcze raz mury, które piętrzyły się na kilka kondygnacji. Widocznie hrabia boi się, że ktoś go napadnie skoro bardzo nastawił, się aby obronność twierdzy grała pierwszą rolę zamiast praktyczną. Dhampir w sumie mu się nie dziwił, w dzisiejszych czasach w każdej chwili banda rebeliantów oraz innych cudaków, może zaatakować. Patrząc dalej Silva zauważył kilka budynków mieszkalnych i publicznych. Forteca nawet w nocy tętni życiem. ÂŚwiadczą o tym pozapalane pochodnie ludzie, którzy wydają się jak mrówki z miejsca, w którym się znajdował. Ludzie krzątali się to z domów, do karczm i na odwrót. Jednakże tak spoglądając czuł, że jeszcze niejedno się wydarzy w tej fortecy. Mogę się założyć, że sam Aragorn będzie tam nas oczekiwał. Pomyślał rozglądając się jeszcze, po warowni. Nawet nie miał zamiaru schodzić i wciągać bandery. Dostatecznie dużo na pokładzie było marynarzy, żeby zrobili to za niego.
Thoran:
Całkiem przyjemny zameczek, wiadomo na co idą podatki obywateli
Zameczek, warownia jak zwał tak zwał co tu dużo mówić sprawiała wrażenie potężnej. Zapewne ciężko byłoby dostać się do środka za pomocą siły. Z drugiej strony ciekawe czy ktoś już tego próbował. Na szczęście nie musieliśmy tego próbować, ba powinniśmy ominąć ją szerokim łukiem uwzględniając taki szkopuł jak to, że statek należał do tego samego "pana" co forteca. Pewnie brak umiejętności Melkiora w sterowaniu statku bądź też jego ukryta pycha spowodowały, że chciał błysnąć przed swym ojcem przypływając tutaj. Wciągnięcie bandery jednak nie było takim złym pomysłem, gdyż mogło nas to uchronić przed salwą armat z fortu, która to pomogłaby nam w szybkiej nauce pływania. Dlatego też nie zwlekając postanowiłem wciągnąć banderę. Silva na tym bocianim siedzisku to pewnie spał bo nawet nie poinformował nas, że ląd się zbliża.
- Melkior, mam nadzieje, że nie chcesz wizytować swego ojca w porze snu ? - zapytałem.
Melkior Tacticus:
- Ocipiałeś? Jak inaczej dopłyniesz do Ombros czy do stolicy co? Musimy tędy płynąć. Odparł lekko zadziwiony brakami w wiedzy kompanów.
- ÂŚciągnąć żagle do połowy!
Nawaar:
- Czas rozprostować kości.Powiedział dhampir do siebie nie mając już żadnego celu w przebywaniu na górze, także po linach spuścił się na duł. Właściwie to zejście szło mu lepiej niż wejście, ale teraz to nie miało znaczenia. Patrząc na towarzyszy powiedział. - Mam, co do tego złe przeczucia. Widocznie chodziło mu o całą zaistniałą sytuację, jak i niezapowiedzianą wizytę w cytadeli ojca długouchego. Czuł, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, ale teraz było za późno żeby się wycofać, bo kompan na nas czekał. Także z braku lepszego zajęcia podszedł do jednego z masztów i zaczął, przy użyciu lin ściągać jeden z żagli. Tutaj siła, którą dostał z krwią ojca okazała się ponownie bezcenna. Silva z zwiększoną siłą zaczął ściągać liny jedną, po drugiej długo to nie trwało, kiedy jeden z żagli był do połowy opuszczony. Teraz czekał na resztę, aż ruszą swoje żałosne tyłki.
TheMo:
Themo siedział na pokładzie działowym i ładował armaty. Wsypywał do każdej trochę prochu, oczywiście nie przesadzając by nie rozerwało działa i nie za mało, aby pocisk doleciał do celu. Następnie załadował kule i ustawił działo w odpowiednim miejscu. Teraz wystarczyło tylko podpalić lont i patrzeć jak kula rozpierdala cel. Po robocie udał się na górny pokład odetchnąć trochę świeżym powietrzem i otrzepać dłonie z prochu. W oddali dostrzegł warownię. Pierwszy raz widział ją na oczy.
Cholera, mam nadzieję, że nie musimy tam wbijać.
Potem usłyszał rozkaz kapitana i udał się do drugiego masztu, gdyż pierwszy, zajął się już Silvaster. Zaczął odwiązywać linę trzymającą żagiel. Czekał aż któryś z marynarzy mu pomoże, gdyż nie miał takiej nadludzkiej siły jak dhampir i napotkałby trudności w wykonaniu zadania.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej