Tereny Valfden > Dział Wypraw

W imię zasad skurwysynu

<< < (10/43) > >>

Melkior Tacticus:
- No to w drogę, żagle na maszt! Melkior odbił od nabrzeża i powoli ruszyli ku otwartemu morzu.

Nawaar:
Statek w końcu wypłyną w tą zimną noc, gdzie do celu dzieliło ich zaledwie 300km. Dhampir pewny był, że dopłyną tam rankiem albo jeszcze dzisiejszej później nocy. Tak, czy siak musiał się jeszcze oswoić z warunkami przebywania na statku. W duchu cieszył się, że przeszedł kurs żeglarski, bo mogło być krucho z jego żołądkiem, a tak musiał się jedynie przyzwyczaić do bujania okrętu i poznać żargon marynarski, bo tego na szkoleniu nie omawiano. Jednakże rozglądając się dookoła spojrzał, na maszt gdzie zrobione było bocianie gniazdo. Wiedział, że jego umiejętności widzenia w mroku będą bezcenne dla reszty załogi i jednocześnie nie chciał z nimi rozmawiać, bo tylko drażnili jego uszy. - Idę na bocianie gniazdo. Oznajmił i zaczął się spinać, po linach a raczej skakać dzięki wrodzonym zdolnością wampirzym, po kilku sekundach był na miejscu. Gdzie mógł teraz patrzeć w niebo i w morską dal, gdzie zimny wiatr smagał go, po blond włosach i bladej skórze. Tutaj czuł się dobrze z dala od towarzyszy, tylko on czyste niebo, dwa księżyce i woda mnóstwo morskiej wody.

Thoran:
"Wypożyczona" łajba Aragorna ślamazarnym ruchem oddalała się od portowego miasta Atusel. Z tyłu pozostał jedynie niesmak związany z tym, że zostaliśmy nakryci przez jednego ze znajomków Yarpena, który zapewne wspomni o naszym uczynku hrabiemu. Malejące z każdą chwilą miasto, zostało zamieniona na rozciągające się na niewyobrażalnym terenie morze. Morze które ciekawiło i niepokoiło. W zasadzie to jakby na to nie spojrzeć to cudem okazało się to, że Melkiorowi udało się wypłynąć z portu nie uszkadzając w żaden sposób statku, wszak z tego co wiem sterował okrętem pierwszy raz. Noc co tu dużo mówić za ciepła to nie była.  A składała się na to przede wszystkim zimowa pora oraz lodowaty wiatr, który z drugiej strony napędzał "nasz" okręcik. Z tego co pamiętałem to mieliśmy do pokonanie około 300 km, które nie powinny stanowić dla tego okrętu sporego wyzwania, jeżeli chodzi o czas. Czas miał tutaj odegrać znaczącą rolę. Z każdą chwilą mieliśmy go coraz mniej, a jeden z Bękartów pozostawał cały czas w niewoli. Tymczasem na statku dwóch kolegów Yarpena z portu,którzy zdecydowali się z nami wypłynąć w zasadzie dwóch desperatów nie mających zapewne już, ani grzywny na to, aby co noc zapijać się do nieprzytomności szwendało się po pokładzie wykonujac powierzone im czynności. Silva siedział na punkcie obserwacyjnym, wyczekując upragnionego przez nas miejsca przeznaczenia. TheMo ? pewnie gdzieś siedział pod pokładem i smacznie spał obibok jeden. Ja tymczasem dla zabicia czasu postanowiłem zapytać czy to Yarpena czy też Melkiora ile mniej więcej zajmie nam ta podróż.
- Chłopaki jak długo będziemy się jeszcze "bujać" na tym okręcie ? Bo mój topór domaga się karmienie. - powiedziałem wskazując na broń przy pasie.

TheMo:
A Themo wykonywał swoją robotę. A to pomagał przy żaglach, a to... stał oparty o burtę. Roboty nie było za wiele. Morze było spokojne, co też przekładało się na nastrój wojownika. Dość długo stał zamyślony i wpatrywał się w morską otchłań. Był ciekawy innych lądów. Co na nich się znajduje, jakie zagrożenia na nich czekają. Właśnie, zagrożenia. Jest Hemis, więc nie ma zbyt dużo statków na szlaku, ale lepiej się zabezpieczyć. Chociaż najgorzej będą mieli już na stałym lądzie. W wyobraźni rysował mu się ów mur, którego jeszcze nie widział na oczy. Z letargu wyrwało go zapytanie Thorana. Wyprostował się i podszedł do towarzyszy.
-Dokładnie. Za niedługo mój miecz będzie tak wyposzczony jak rycerze Bractwa ÂŚwitu, hehe. Idę przygotować armaty, tak na wszelki wypadek.
Po tych słowach ruszył w kierunku zejścia na pokład działowy.

Melkior Tacticus:
Gdzieś koło północy dotarli w okolice Crack de Tacticu. Potężnej cytadeli leżącej w delcie Amertodonu.

Crack de Tacticu, nazywany również Eklektykiem, bądź Amertonem, od nazwy rzeki Amertodon. Warownia obecnie znajduje się w posiadaniu hrabiego Kevan, Aragorna Tacticusa. Crack, to potężnie ufortyfikowany kompleks zabudowań obronnych znajdujących się u ujścia rzeki Amertodon, zlokalizowany pośród jej zalesionej delty, którą tworzy, wpadając do morza na południu. Gmina Satein, na której terytorium rozpościera się zamek, zaopatrza cytadelę i podgrodzie w żywność i potrzebne materiały do prawidłowego funkcjonowania. Cały crack składa się z trzech poziomów obronnych i podgrodzia, gdzie mieszkają kupcy i rzemieślnicy. Na największej wysepce delty, pomiędzy mnogością odnóg, niedaleko wschodniego brzegu rzeki, wybudowano pierwsze fortyfikacje, które tworzą zamek górny. Znajduje się tam niewielka kaplica wszystkich bóstw, lokalny skarbiec, siedziba hrabiego i jego namiestnika. Najwyższym punktem zamku górnego jest gruby i masywny stołb, będący ostatnią linią obrony, posiadający zapasy na wiele miesięcy, a nawet lat oblężenia. Dodatkowo na tej kondygnacji zamku mieści się biblioteka hrabiego Kevan, w której zgromadzono kilka białych kruków literatury. Następnym elementem obronnym jest zamek średni, zwany czasem wojskowym lub reprezentacyjnym. Wynika to z faktu, że mieszczą się tam garnizony wojska, na jego murach znajduje się najwięcej baszt i wykuszów, blanki sprawiają wrażenie niezdobytych, a machikuły na całej długości dawały szansę bronić się większej ilości obrońców. Dodatkowo na zamku średnim mieścił się refektarz otoczony krużgankami i dwie duże sale balowe, gdzie przyjmowano gości i wystawiano uczty. W tej części cytadeli zawsze było wielu przedstawicieli różnych ras. Pierwszą linię obrony, pomijając znaczenie samej delty rzeki, stanowił zamek dolny, podzamcze. To tutaj zbierali się rzemieślnicy, stawiano warsztaty i zwykłe komnaty mieszkalne. Każdy chciał schronić się w obrębie grubych zamkowych murów, czuć się bezpiecznie. Crack de Tacticu oferuje obecnie bezpieczeństwo poświadczone słowem samego Aragorna Tacticusa. Na podgrodziu usytuowano całą rzeszę innych zabudowań - mieszkają tam wieśniacy, biedota, jest kilka burdeli, karczm, mniejszych warsztatów i straganów. Ten obszar zawsze tętni życiem, znajduje się na kilku wysepkach delty, które zostały wzmocnione, by nie zostać zalanymi przez wielką rzekę. Między każdym poziomem zamku znajdują się potężne, podwójnie zakratowane bramy, które wzmocniono różnymi rodzajami rud metali, by jak najskuteczniej bronić się przed wszelakimi atakami z zewnątrz.

- Wciągnąć banderę, będą wiedzieć że to swoi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej