Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
Melkior Tacticus:
Yarpen! A gdzież to się pan Hrabia wybiera? Dziewiczy rejs co? Pech chciał że akurat wtedy po nabrzeżu szedł jakiś marynarz który zauważył krzątanine na pokładzie. Wpierw pomyślałem że to złodzieje ale...
- Ta ta... ostrożnym trza być Jakubie. Płyniemy do Sanktuarium Ranaarów, w sam raz na dziewiczy rejs. Odparł krasnolud oparty o burtę, było wiadome że mają przesrane.
Pomyślnych wiatrów.
- Dzięki. Mamy przejebane...
Nawaar:
No kto mógł się spodziewać, że ktoś nagle znajdzie do portu. Dhampir rozglądał się wcześniej za strażnikami, a tu nagle jakiś marynarz się zjawił, który o dziwo znał Yarpena czyli wiadomo było, że również zna Aragorna. Teraz wystarczy poczekać, aż zjawi się on i straż.- Wylądujemy w koloni karnej, albo nas powieszą za kradzież i, po obcinają nam kończyny. Yarpen!!, co żeś nas znowu wpakował. Wykrzyczał ostatnie, gdy odwiązał jeden żagiel, który dumnie zaczął wypełniać się wiatrem i ruszył do następnego robić to samo i trakcie myśląc. Pieprzone karły niby takie wygadane i mądre. Ciekawe, co zrobi w takiej sytuacji.
Melkior Tacticus:
- Możesz się wycofać, droga wolna...
Thoran:
Melkior nie musiał dwa razy powtarzać, w oka mgnieniu znalazłem się na statku korzystając z drabinek swobodnie zwisających z potężnego okrętu. Statek co tu dużo mówić wykonany był cudownie. Wykonane na nim zdobienia musiały świadczyć, o tym, że Aragorn wiedział co to sztuka, na dodatek słono za nie zapłacił. Już miałem zabierać się za robotę, gdy usłyszałem rozmowę Yarpena. No cóż prędzej czy później i tak by się to wydało, więc nie ma co panikować, tylko brać się do roboty. Jak postanowił tak też uczynił i zaczął pomagać Silvie przy trudnej "potyczce" z żaglami.
Nawaar:
- Jak pójdę, to możecie sobie z tym nie poradzić. Powiedział tak w eter, gdy podszedł do niego Thoran zajmując się linami drugiego żaglu. - Słuchaj rozwiąż go, a ja pójdę podnieść kotwicę. Oznajmił i ruszył do mechanizmu podnoszącego kawał żelaznej blachy. Dhampir zaczął kręcić kołowrotem i gdyby nie naturalna siła, którą dostał od ojca miałby ciężko jak cholera zwłaszcza w takiej porze roku. Silva nieustannie kręcił machiną coś tam zazgrzytało, zapiszczało, zaskrzypiało ale po kilku chwilach łańcuch w końcu ruszył. Widocznie statek cały czas siedział w porcie, aż właściciel okaże łaskę i nim wypłynie na dziewicze wody, jednakże to bękarty będą miały okazję rozdziewiczyć ten statek i jego pokład, co nie zmieniało faktu, że renowacja elementów by się zdała. Jakaś oliwa do mechanizmu, czy coś. Jednak Silva się tym nie martwił, wszak to nie jego statek. Dhampir robiąc kilka obrotów podniósł kotwicę teraz mogli wypływać. - Gotowe. Powiedział gdy kotwica już wyszła z odmętów przystani.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej