Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
Nawaar:
Dhampir chciał zignorować towarzysza, ale zaniechał tego. Starał się go delikatnie skorygować. - O takich rzeczach jak gdzie byliśmy, skąd wyszliśmy i gdzie się udajemy powinno, się mówić cicho albo wcale. Powiedział dosłownie szeptem nie chciał, aby ktoś niepowołany odwiedził ich w głównej siedzibie. - A tak, poza tym to musimy czekać na krasnoluda i jego dwóch ludzi. Siadaj i odpoczywaj później będzie nam tego brakować.
TheMo:
Themo ruszył powolnym krokiem za Dhampirem w stronę stolika. Powoli odsunął jedno z wolnych krzesełek i usadowił się przy nim. Dosunął się do pustego stołu i w milczeniu czekał na rozwój sytuacji.
Thoran:
Jak sądziłem przewrażliwiony ten dhampir jak kobieta w ciąży. Widocznie taka ukryta natura tej rasy. Pokręciłem głową z niedowierzaniem.
- Siedziałem dostatecznie długo w naszej siedzibie, jak przejdę na emeryturę to będę odpoczywał w każdy możliwy sposób. W tym gwarze i tak nikt nie dosłyszy skąd przyszliśmy i co zamierzamy robić. Poza tym nie jesteśmy jakimiś tchórzami, żeby kryć się po kątach przed byle menelnią z tego lokalu, która nie rozróżnia w obecnym stanie wilka od świni, a tym bardziej nie będzie pamiętać tego co tutaj usłyszeli.
Nawaar:
Dhampir, tylko skomentował te słowa Thorana w głowie. Ja pierdole. I nic więcej nie miał mu do powiedzenia, co mogło oznaczać, że został zignorowany. Dhampir niecierpliwe czekał na przyjście krasnoluda.
Melkior Tacticus:
- Silva mój ty paskudny pół wampirze ćwierć krasnoludzie czy czym tam jesteś. Zachowujesz się baba, po chuja mamy się ukrywać? Przed kim i po co kurwa? - Spytał stawiając opróżniony do połowy kufel ciemnego piwa doś gwałtownie na stole - Nie jesteśmy Krukami by kryć się po kątach, ma o nas być głośno zapamiętaj to sobie albo ci przyłoże srebrem przez łeb!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej