Tereny Valfden > Dział Wypraw
W imię zasad skurwysynu
Thoran:
Powoli wszyscy ruszali swoje dupska do tawerny. Dhampir Silva w milczeniu, Themo z okrzykiem iście bojowym i pełnym zapału. Nie chcąc dawać im powodu do czekania na swoją skromną osobę, dokończył pieczeń, którą smakował już od kilku minut. Popił końcówką wina, znajdującą się w jego pucharku i zabrał się do wymarszu.
- Komu w drogę temu czas - po tych słowach, zebrał swój ekwipunek rozwalony dookoła, bo kto posila się z kuszą na plecach ? No kto ? Następnie opuścił siedzibę Bękartów i skierował swe kroki w stronę portowej tawerny, nie chcąc zostawać w tyle za swymi towarzyszami, którzy niewątpliwie zbliżali się już do miejsca przeznaczenia.
Melkior Tacticus:
Weszliśmy do budynku. Od razu poczuliśmy ostry zapach dymu, alkoholu, a przede wszystkich zapach przyzwoitego, dobrego baru serwującego dobre jedzenie oraz trunki. Jak zwykle o tej porze było tu pełno podpitych marynarzy.
- Zaraz znajdę nam załoge, tylko się nie spijcie.
TheMo:
- ÂŻeby spić się w takim barze trzeba być jakimś hrabią. Liczą sobie tutaj za kielich jakby złota tam nalewali.
Lecz to marudzenie nie przeszkodziło mu w rozkoszowaniu się aromatem tego miejsca. Wziął głęboki wdech napełniając płuca miłym zapachem i pozbywając się odoru kanałów. Uważnie przyglądał się obecnym tu marynarzom oceniając ich. Był ciekawy kogo Yarpen weźmie do ich załogi.
Nawaar:
Gdy dhampir wszedł do środka karczmy jej odór dał o sobie znać zaraz, po otwarciu drzwi. Silva nie lubił dymu dlatego lekko się skrzywił. Jednocześnie rozglądał się za marynarzami, którzy mieli z nimi płynąć, jednakże Yarpen oznajmił, że sam ich poszuka, więc Silva zaczął się teraz rozglądać za wolnym stolikiem, bez żadnego szemranego towarzystwa, co było dosyć trudne. Dhampir rozglądając się, po chwili znalazł to czego szukał. Duży wolny stolik, który aż się prosił żeby, przy nim usiąść więc Silva zawołał towarzyszy. - Znalazłem wolny stolik. Chodźcie zemną. Oznajmił i ruszył w stronę wymarzonego stolika zwracając się do krasnanla. - W takich wypadkach trzeźwy umysł, to podstawa. Silva w końcu doszedł do niego, przeciskając się przez rzeszę ludzi, marynarzy i różnych takich. Zasiadając na twardym krześle czekał, na swoją ekipę.
Thoran:
Tawerna portowa, co tu dużo mówić przytłaczała swoim charakterem. W zasadzie nie różniła się niczym od innych znanych Thoranowi karczm. Dookoła same czerwone pijackie mordy, obijajace się o różnego rodzaju obiekty znajdujące się w tawernie. Silva zajął miejsce przy stoliku. Jednak nie było to chyba konieczne, bo krasnolud miał uwinąć się raz, dwa z załatwieniem dodatkowych "członków" załogi, a czas gonił. Podszedłem do dhampira i spokojnie czekałem na rozwój wydarzeń.
- Już odpoczywasz ? Jeszcze dobrze nie wyszliśmy z kanałów, a ty już szukasz miejsca do usadzenia swoich czterech liter. - powiedziałem uśmiechając się półgębkiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej