Tereny Valfden > Dział Wypraw
Miękki niczym skała II
Funeris Venatio:
- Na zachód od bramy, linią muru. Panie przodem - wskazał ręką w swoje prawo. Kilkanaście metrów od was znajdowała się ulica wjazdowa do kompleksu Bractwa. Dostępu broniła potężna brama, z podwójną kratą z walcowanej stali, mnóstwem otworów strzelniczych, na szczycie muru roiło się od wykuszów i machikułów, a po każdej stronie bramy znajdowała się okrągła baszta. Tam przy której staliście zwana była strażnicą kowalską z racji tego, że w jej okolicy mieściło się większość warsztatów kowalskich i płatnerskich, jakie znajdowały się na stałe na terenie Bractwa ÂŚwitu. Roger teoretycznie nie powinien opuszczać miejsca, w którym pełnił wartę, ale raczej nie mógł się powstrzymać przed towarzyszeniem ślicznej kobiecie. Puścił ją przodem głównie dlatego, żeby starym i sprawdzonym zwyczajem, móc podziwiać jej zgrabne i krągłe pośladki. Po krótkiej chwili przeszliście przez bramę niepokojeni przez nikogo, wyminęliście jakiś wjeżdżający wóz i ruszyliście przed siebie. Już miał się odezwać, gdy mijaliście niewielki zakręt, ale za załomem ujrzał Rogera i jego podopiecznego. Mina mu zrzedła, nadzieja odpłynęła w siną dal, zapał nieco ostudził. Miał nadzieję, że będzie miał przynajmniej dziesięć, może piętnaście minut zanim ich dogoni. Widocznie coś się musiał zdarzyć, że jeszcze nie wyruszyli.
- Roger to ten wyższy - powiedział tylko nieco zrezygnowany rycerz, który przedstawił Ci się wcześniej jako Luke.
Evening Antarii:
Evening przyjrzała się bliżej bramie, gdyż dopiero teraz miała taką okazję. Solidna, masywna, sprawiała wrażenie niepokonanej.
- Dzięki, Luke! - pożegnała go, odgarniając kosmyki z czoła. Przyspeszyła kroku zostawiając rycerza samego. Chyba stał tam jeszcze przez chwilę.
Dobiegła do mężczyzn i spytała: - Brat Roger? Jestem Evening. Podobno masz jakieś zadanie? - rzekła ucieszona Eve, że nie musiała długo go szukać.
Funeris Venatio:
- Od Gerina, jak mniemam? No, nareszcie ktoś nowy do tej roboty. - Rycerz ukłonił się ładnie na przywitanie. Ruchem ręki odgonił Luka, który miał przecież stać na swoim stanowisku i robić rzeczy, które normalny rycerz robi na swoim stanowisku, jakim było stanowisko zajmowane przez Luka. Tak...
- Domyślam się, że nie zostałaś wprowadzona w szczegóły zadania. Pozwól, że dojdziemy do odpowiedniego miejsca przy murze i wszystko Ci wyjaśnię.
Ruszyliście przed siebie. Mur ciągnął się kawałek po w miarę płaskim terenie, lecz szybko krajobraz się podnosił, aż okazało się, że po lewej ręce mieliście urwisko i w dole las, wykarczowany w odległości kilkuset metrów od zbocza. Wysokość na jakiej staliście to jakieś dwadzieścia metrów wzwyż od poziomu gleby. Przestrzeń między murem a końcem zielonego pasa trawy, który teraz nie był zielony, bo był przysypany śniegiem, to jakieś sześć-siedem metrów w najszerszym miejscu. Znajdowaliście się jakieś półtorej kilometra od południowej bramy, gdy rycerz wreszcie zaczął tłumaczyć Ci wszystko.
- Jakiś czas temu, jeszcze podczas poprzedniej pory roku, coś zaczęło nam podżerać mury. Każdej nocy w miejscu, gdzie stoimy, mur kruszył się o kilka centymetrów w głąb. Nigdy nie mogliśmy namierzyć źródła, więc posłałem po pomoc, by ktoś udał się tutaj po zmroku i patrolował to miejsce. Niejaki Szeklan, totalna pierdoła, podjął się tego i nawet udało mu się przyłapać dwa trabliny na gorącym uczynku. Totalnie jednak je zignorował, pozabijał i niczego się nie dowiedział. Do tej pory mieliśmy spokój, lecz od dwóch dni znowu notujemy tę samą przypadłość - mur kruszeje. Zbadasz tę sprawę i spróbujesz ustalić, czy znowu coś się tutaj nie panoszy. W dzień nic tutaj nie podejdzie, bo by zostało wykryte, dlatego lepiej poczekać do zmroku. A ciemno jest już po 17, więc całkiem niedługo. Masz jakieś pytania?
Evening Antarii:
- Czyli coś lub ktoś niszczy mur? I mam to przyłapać na gorącym uczynku i... nie zabijać.
Mimowolnie spojrzała w dół i lekko jej się zakręciło w głowie, ale zaraz znów skoncentrowała się na tym, co mówił Roger. - Nie ma problemu. Ale pochodni raczej nie używać? Ani nie rozpalać ogniska? - dodała po chwili.
Funeris Venatio:
- Zabij, jeżeli będzie potrzeba. Tamte trabliny o czymś bredziły podobno, ale Szeklan w ogóle nie zwrócił na to uwagi, więc nie dowiedzieliśmy się kto stoi za całym procederem. Bo trudno nam było uwierzyć, że od tak, dwa trabliny wybrały się kruszyć mur kompleksu zakonnego Bractwa ÂŚwitu. Dowiedz się jak najwięcej, wytrop to ustrojstwo, załatw sprawę raz na zawsze. Zwykle to się dzieje właśnie w tym miejscu. Noc zapowiada się na relatywnie ciepłą, śnieg padać też nie powinien.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej