Tereny Valfden > Dział Wypraw
Miękki niczym skała II
Evening Antarii:
Evening nie czekając na nic, odskoczyła w bok (chyba coś przewróciła przy okazji, no ale miejsca dużo w końcu nie było) i wyciągnęła miecz, bo to była jedna sensowna broń jaką miała. Ten unik dał jej chwilkę, na ocenienie pozycji trablina, jego zamiarów itd... Stworek ruszył się o jakieś kilkanaście centymetrów, chcąc podążyć za Evening z pazurami. Dziewczyna poprawiła miecz w dłoni, chwyciła mocniej za rękojeść i machnęła nim ostrzegawczo przed oczami potworka - musiała przecież ochronić swoje piękne ciało przed bliznami! Ten jednak nie zwrócił zbytniej uwagi na to, gdyż zrobił jakąś dziwną minę, wybełkotał jakieś bluźnierstwa i ogólnie jeszcze bardziej się zdenerwował i ruszył zły w jej stronę. Evening uniosła oręż, wycelowała gdzieś w okolice głowy i zadała mocny cios. Krew trysnęła, brudząc ściany piwnicy i wszystkie pierdoły wokoło. Miecz utkwił w głowie trablina, a ten stał jeszcze przez chwilę, nim osunął się powoli na ziemię w kałużę krwi. Ostrze łatwo wyszło z jego z czaszki, zostawiając ją przeciętą na pół. Całkiem prawdopodobne, iż mózg miał podzielony cięciem na dwie równe połowy! Okazało się także, że śmierć miał szybką, bezbolesną i może nawet jej nie zauważył, no jedynie trochę drastyczna była, ale jemu już wszystko jedno.
Funeris Venatio:
Umarł. Na śmierć.
Evening Antarii:
Eve zostawiła ciało - przecież nie będzie tego sprzątać, więc szybko opuściła piwnicę, wychodząc do niziołków i karczmarza. Popatrzyła się na każdego po kolei, ale zatrzymała się wzrokiem na gospodarzu. - I co? Wiedział pan, że był tam trablin? A może sam pan je tam trzymał, hm?- No dobra... Nie wiedziała, czy domysły były słuszne, ale może całkiem logiczne.
Funeris Venatio:
Tylko ten... Gdy Eve wychylała się z piwnicy, to karczmarz właśnie szedł od strony kominka ze sporą lagą. Taką... dwumetrową. Dziewczyna, stojąc już na nogach, dostała nią w łeb. Zamroczyło ją, cofnęła się o krok z mroczkami przed oczami, jeszcze moment i wpadnie do tej nieszczęsnej piwnicy. Niziołków nie było widać ani słychać. Dodatkowo poczuła, że karczmarz oblał ją (celny strzał w twarz) zawartością malutkiej buteleczki, którą miał przy pasie. Eve jeszcze nie wiedziała, że to fekaliox. Takie małe wredne coś, co potrafi zatruć człowiekowi życie na amen... No gówniana sprawa po prostu.
// Karczmarz jest człowiekiem, więc ma umiejętności rasowe takie jak każdy człowiek. Do tego potrafi walczyć kijem w stopniu podstawowym. Jest wyposażony w taki oto kij:
Nazwa broni: kij pastucha
Rodzaj: kij
Typ: oburęczny
Obuch: 4
Wytrzymałość: 6
Opis: Wystrugany z 0,9kg drewna o zasięgu 2 metrów.
I tak jest ubrany:
Nazwa odzienia: koszula wędrowca
Rodzaj: koszula
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyta z 0,03kg bawełny.
Nazwa odzienia: spodnie wędrowca
Rodzaj: spodnie
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyte z 0,03kg bawełny.
Jest bez butów, bo... bo może.
Ty, moja kochana, jesteś lekko ogłuszona, boli Cię, ale ogólnie rzecz biorąc możesz walczyć. Tylko ten, zaczyna na Ciebie działać kara Fekaliox.
Evening Antarii:
//Bardzo śmieszne.
Przed chwilą wyszła zwycięsko z walki z małym, wrednym trablinem (czającym się na jej uda i nie tylko), a już musi się mierzyć z dużym, wrednym karczmarzem... Nie była to miła niespodzianka, ale mogła się spodziewać tego - w końcu facet nie wyglądał na przyjaznego. Głowa zabolała, przed oczami pojawiły jej się mroczki i równowagę trudniej było utrzymać. Dłońmi dotknęła skroni w celu pozbycia się i bólu, i otępienia. Odzyskała normalne widzenie, ale w głowie wciąż szumiało. Na oślep więc zaczęła machać tym swoim podarowanym mieczem, trochę nieskładnie i niezgrabnie, ale też była groźna. Po odzyskaniu całkowitej równowagi, chwyciła oręż mocniej, starając się dopaść tego podłego karczmarza. Tylko brzuch zaczął boleć...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej