Tereny Valfden > Dział Wypraw

Całopalenie

<< < (3/4) > >>

Elrond Ñoldor:
- Ej, ej, ej, czekaj - powiedział ruszając zaraz za Darlenitem. Przy okazji strzelił w drugie ucho śpiącemu Mogulowi.
- Co się dzieje? Co robisz? - zasypał pytaniami. Zrównał się z nim i spróbował odczytać cokolwiek z jego twarzy. W końcu ostatnimi czasy zbyt dużo przebywał z demonami. Nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem nadal się nim nie bawią.

Izabell Ravlet:
Darlenit narzucił szybkie tempo, więc minęła chwila, nim go dogoniłeś. Nie usłyszałeś jednak odpowiedzi na żadne z pytań.
Mężczyźni we dwójkę wyszli przed wieżę Paktu, a mauren gwałtownie skręcił. Kilka kroków dalej piętrzyła się już spora kupa różnorakich papierów. Pergaminy, kartki, jakieś mapy, kilka zeszytów i książek, a także nieliczne obrazy i szkice (a Darlenit nigdy nie był widziany z pędzlem w dłoni). Mauren dorzucił kolejny ładunek, prawdopodobnie ostatni, bo nie ruszył z powrotem.

//Jutro dobiorę się do komputera i w trzech postach kończymy.

Elrond Ñoldor:
- Gdybym wiedział, że robimy ognisko, wziąłbym kiełbasę ze spiżarni - powiedział kąśliwie.
- Można wiedzieć co do stu piorunów robisz? Wiesz, jesteśmy małą społecznością i gdy jedna z jej osób robi coś podejrzanego, reszta ma prawo się martwic, czy być po prostu zaciekawiona. Ale nie... Nie odpowiadaj od razu. Może najpierw ja zaczną zgadując. Chcesz spalić jakieś ważne dokumenty. Ważne, bo są to twoje dokumenty, papiery, notatki, dosłownie wszystko. Czyli dorobek twojego życia. Idąc tym tokiem rozumowania, chcesz do zniszczyć, bo wiesz że coś Ci zagraża. Dochodząc do konkluzji. Pierwsze pytanie które Ci teraz zadałem było błędne. Pytanie o to kto jest twoim wrogiem też jest złe - podrapał się po brodzie w zamyśleniu.
- Wiem. Jak Ci pomóc? Tylko nie gadaj, że nie da się. Zawsze można spróbować.

Izabell Ravlet:
- Ish, El, Iahuoshiltu, Izishesh, Oshup Huush Ilishizxu... - mruknął mauren, ignorując tyradę Elronda. Chwycił za runę, którą miał przy sobie.
- Heshar - rzekł, inicjując działanie ognistego podmuchu. Płomienie szybko objęły suche papiery, dym wzbił się w górę.



Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w ogień, niczym dziecko, zafascynowany zarówno żywiołem, jak i aktem, którego ten dokonuje.
- Tu umiera ten, którego znaliście jako Darlenita Navarre, syna Seithara, syna Natanaela - powiedział. - Koniec przedstawienia - zwrócił się jeszcze do maga. Odwrócił się na pięcie i wrócił do wieży.
Tymczasem ogień pochłonął już większość papierów. Udało ci się jednak dostrzec kilka jeszcze zachowanych od zniszczenia rzeczy. Nieduży zwój, owinięty czerwoną tasiemką, inny z tasiemką koloru niebieskiego, a także dwie podobne książki, z czego jedna była dużo starsza i bardziej zniszczona, chociaż obydwie wyglądały na zadbane.

Elrond Ñoldor:
Elrond bez zbędnych ceregieli wiedząc że byłego Darlenita nie ma już w pobliżu, za pomocą mortokinezy wyrwał z objęć płomieni dwa zwoje i obie książki. Zwoje schował za pazuchą. Jedną z książek otworzył. Tą starszą.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej