Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?
Eric:
- Z tobą za sterem to chyba żaden kłopot - rzucił pewny swego po wcześniejszej demonstracji niezwykłych umiejętności Gordiana z kołem sterowym w ręku.
- Ech, ale się urobiłem od tego wiosłowania. Przydałaby się kąpiel - rzucił rozmarzonym głosem i rozpiął górne guziki koszuli mokrej od wody morskiej i potu. Pewnie niejeden znany kulturzysta z Valfden rzuciłby teraz nieśmiertelne "Ty dziku!", ale na tym akurat nie bardzo Ericowi zależało, toteż zwyczajnie oparł się o reling i wlepił wzrok w równie piękne co niebezpieczne rafy.
Gordian Morii:
- Daleko do wody nie masz. - powiedział do Ciebie Matt i pchnął Cię mocno tak, że przeleciałeś przez reling i wpadłeś do wody. Szybko jednak rzucono Ci linę i wtargano Cię na pokład. Kąpiel krótka acz przyjemna. Prawda? Orzeźwiająca chłodna woda, od razu przywróciła Ci siły i właśnie chciałeś coś odpyskować bosmanowi gdy odezwał się Gordian.
- Dobra, na razie spokój, przygotować się do zwrotu przez dziób! - rozkazał a marynarze już całkowicie na serio przystąpili do roboty.
- Podciągnąć foka. - rzucił i pierwszy z żagli na fokmaszcie powoli wspiął się na reję. Mieli mało miejsca, dlatego kotwica pozostawała cały czas w wodzie. Statek powoli łapał wiatr w żagle i napierał na przód jak młody źrebak na arkan, gdy pierwszy raz poczuje sznur na szyi. Gordian czujnie obserwując wodę manewrował kołem sterowym tak aby nie wpakować się na mieliznę, które były bardzo nie daleko. Gdy statek obrócił się już bokiem, kapitan tylko gwizdnął, a kotwica posłusznie powędrowała do góry. Nagły podmuch wiatru wystarczył, aby wyrównać okręt, który po chwili wyruszył w drogę powrotną wiedziony zapisem wyrytym na denku kompasu kapitan Elis.
Eric:
- Jasny chuj! - warknął elokwentnie, próbując otrząsnąć się po orzeźwiającej, ale i piekielnie zimnej kąpieli. Był cały przemoczony, więc zstąpił pod pokład, żeby się przebrać, co by nazbyt sterczącymi sutkami pod mokrą białą koszulą nie świecić. Odświeżony i w nowym, suchym ubraniu wyszedł z powrotem na zewnątrz, by zaczerpnąć trochę powietrza. Gwizdnął z uznaniem widząc manewry Gordiana. Urodzony kapitan, trudno się było nie zgodzić. Chociaż jego charakterek mógł potrzebować lekkiego utemperowania. Ale co on tam mógł wiedzieć? Przecież sam był równie pewnym siebie zawadiaką.
- Gdzieś ty się tego nauczył? - zagadał, rzucając ukradkowe spojrzenie na kajutę kapitan Elis.
Gordian Morii:
-To tu, to tam. - odpowiedział Ericowi gdy ten wyszedł spod pokładu. Miał szczęście, że się przebierał, bo to co działo się tutaj gdy Gordian manewrował między wystającymi skałami było tak okropne i tak niewdzięczne do opisywania, że chybabym się załamał gdybym musiał to robić. Nie mniej wypłynęli już na czyste wody, a kapitan mógł oddać stery staremu Gibbsowi. Poczciwy był z niego chłop. Stary ale jary, chociaż trochę ślepy i okrętem sterował na czuja. Jak to się stało, że jeszcze go nie rozbił? Podobno miał tak dobry słuch, że potrafił rozróżnić plusk fal o skały, mielizny a nawet morskie żółwie. Jaka była prawda? nie wiadomo.
Kuk zawołał na kolację, gdyż pora była już dość wieczorna. Wszyscy jak jeden mąż i kobieta zeszli do mesy gdzie czekała na nich prawdziwa uczta. Gulasz z kaszą! Tego jeszcze nie grali! Wszyscy jedli i pili, bo wszak głodni byli. Napełniając brzuchy jadłem zapijali wszystko rumem. Kapitan jak zwykle wyszła pierwsza, chociaż teraz przy wychodzeniu trąciła Cię (Ericu) lekko, a gdy spojrzałeś na nią wychodzącą po schodkach zauważyłeś, że za siebie niby naturalnie wyciągnęła za siebie dłoń z wyraźną "piątką" narysowaną na niej barwiczką.
Eric:
A więc po gulaszu z ziemniakami przyszedł czas na gulasz z kaszą. Tutejsi żeglarze pewnie rzadko kiedy narzekali na menu serwowanych potraw. Zresztą, co ich to w sumie obchodziło? Mieli rum! Tę słodką towarzyszkę każdego wilka morskiego, stanowiącą opokę i pocieszenie w zarówno trudnych jak i radosnych chwilach. Towarzyszka była to jednak nader kapryśna, a i nie raz potrafiła przyprawić o niezły ból głowy, ale o tym może później, bo Eric, który zielony w sferze relacji damsko-męskich nie był, dostrzegł właśnie znak, omen, przepustkę do nieba, na którą czekał od kiedy tylko zobaczył Elis u Tomiego! Cały w skowronkach wstał od stołu, a towarzyszył temu jęk zawodu kompanów do picia. Bywajcie, panowie, ważniejsze sprawy czekają! Wykradł się z mesy i na paluszkach przeszedł długim pomieszczeniem, w którym znajdowały się schody na górny pokład. Co mogła oznaczać ta piątka? Może numer pokoju? Eric rozejrzał się dookoła, poszukując drzwi do raju. Jeśli nie, zawsze można było wyjść na górny pokład i sprawdzić kajutę kapitańską...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej