Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak w klimatyczny sposób na morzu zdobyć drewnianą stopę [...] ?

<< < (16/18) > >>

Gordian Morii:
-Ohh... - spłoszyła się jak młoda łania. Nie wiedząc co powiedzieć. Uśmiechnęła się tylko i łapiąc za naszyjnik schowała go do torebeczki przy pasie. Masz ją!
- No ruszać się! Po resztę wrócimy kiedyś. - krzyknęła do załogi dość ostro i zabierając kilka błyskotek ruszyła w kierunku wyjścia.
Gordian zarzucił worek złota na plecy i krzywiąc się przy tym niemiłosiernie z gwizdem na ustach ruszył za Elis w kierunku szalup, które zostały w zatoczce.
Było ledwo południe, a oni już zdołali zgarnąć taki łup. Hoho

Eric:
Eric uśmiechnął się przebiegle, wiedząc już, że Elis totalnie wpadła w jego pułapkę. Postanowił pięknej Pani Kapitan zostawić moment samotności, by mogła sobie spokojnie uświadomić, jak bardzo go pragnie. On tymczasem miał ochotę podskoczyć z radości jak jakiś gówniarz, gołowąs, z którym panna umówiła się po raz pierwszy. ÂŻeby się powstrzymać, zarzucił worek na plecy i podążył w stronę szalup. Złoto jest dobre, ale kobiety... Też są dobre. Z tą myślą zwalił się do jednej z łódek.

Gordian Morii:
//: "Zwalił się do jednej z łódek" - fuj  ;[


Gordian załadował złoto do szalupy w której siedziała już panna Elis i nie czekając aż sama się odezwie zapytał
- To co teraz to opalanie topless?
-Ha ha ha, bardzo śmieszne. - odpowiedziała mu i lekko pacnęła go w nieogolony podbródek.
- Drapiesz, nie lubię drapiących... - skomentowała niechlujstwo marszałka, który nie miał możliwości ani czasu ogolić się na okręcie, a przecież dwudniowy zarost był teraz taki modny.
- Oj tam moim dziewczynom to nie przeszkadzało nigdy. - odparł, a w tym samym momencie Eric "zwalił się" do łódki.
-Odpływamy.

Eric:
//: Przykro mi, że tak to zinterpretowałeś ;[

- Jesteś wicehrabią - zauważył - Pewnie inne niedogodności też by im "nie przeszkadzały" - uśmiechnął się złośliwie i w niejednoznacznym geście szturchnął go lekko łokciem w bok.
- No ale komu w drogę... - opamiętał się i sięgnął po wiosło, by już po chwili niczym wprawiony kajakarz poprowadzić szalupę z powrotem do okrętu.

Gordian Morii:
No i tak machałeś tym wiosłem i zdyszałeś się ciutkę, lecz czego się nie robi by pokazać że jest "siła!". Napierałeś na te wiosła tak, że aż skrzypiały w widełkach, a łódka obciążona workami złota i trzema osobami parła naprzód z szybkością, taką, że prawie plomby z zębów wydzierało. Taka to była moc!
Nie ma lipy! Chciałoby się powiedzieć, gdy łódka uderzyła w burtę okręgu. Zziajany i zmęczony Eric wyglądał jakby przebiegł półmaraton w dziurawych butach, więc Gordian postanowił go nie męczyć już więcej i sam wrzucił wszystkie woreczki na pokład okrętu, który stał zacumowany w zatoczce.
- No teraz jeszcze trzeba będzie wypłynąć. - stwierdził odkrywczo, chociaż było to stwierdzenie bardzo dobre, bo znajdowali się w płytkiej zatoczce pomiędzy dwoma wysokimi skałami, a wszędzie dookoła piętrzyła się rafa.
Reszta wiary również wspięła się na pokład i spakowała zebrane kosztowności do konkretnego miejsca na okręcie jakim była ładownia prochowa. To było miejsce prawie nie do zdobycia, najbezpieczniejsze na okręcie.
-Na stanowiska, ruszamy do Atusel!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej