Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niebezpieczne góry
Canis:
Dwójka kresharów była cała popalona i skóra uszkodzona na większości połaci ciała, co uniemożliwiło ci ściągnięcie połowy ze skór.
//Z tych danych odlicz 2 m2 skóry kreshara.
- Nie potrzeba tyle krwi. Mam dość póki co. A nie chce butelek marnować, ta krew jest tania. - Powiedział co wiedział. - To jak, jemy? - Zapytał, czy znajdzie się ktoś odważny, by pokroić upieczonego i gotowego do spożycia niedźwiadka.
Rakbar Nasard:
Rakbar zbadał swojego kompana wzrokiem, nie wiedząc na co on czeka.
- Jesteśmy w warunkach polowych, Salazarze, nie oczekuj dania godnego Podskarbiego. - powiedział, odczepaiąc od pasa szklany, jeszcze nigdy nie używany, bułat. Wbił jego koniuszczek i przekroił górę upieczonego niedźwiedzia. Ze środka buchnęło ciepło. - Musicie wspomóc się swoimi broniami, las nie oferuje żadnej zastawy. - powiedział, po czym odkroił sobie plaster mięsa i zaczął jeść.
Elrond Ñoldor:
- No i prawidłowo. Czasami dobrze zrobić z siebie przynętę - powiedział gdy się odmienił. Otrzepał się z piachu, kurzu i trawy. Pozbierał bronie i umieścił je w odpowiednie miejsca w ekwipunku. W sumie po chwili wyciągnął jednak sztylet i odkroił sobie nim kawałek mięsa. Nabił na niego pieczone i tak jadł.
- Nie wiem czy zauważyliście, ale od nocy dzieje się coś dziwnego. Co prawda atak durnych wampirów i Rotishów jeszcze można uznać za normalny, to cała reszta jest podejrzana. Najpierw ta chmara nietoperzy. Teraz rano te niedźwiedzie, wilki i kreshery. Co jak co, ale na normalne to one nie wyglądały. Czy zdrowe - zrobił krótką pauzę, przypatrzył się mięsu z każdej strony, następnie odgryzł kawałek. Przeżuł dobrze i połknął.
- Podejrzane.
Canis:
//Mięso jest zdrowe, nikt się nie zatruł, ani nie zdziczał.
- Wydaje mi się, że mogły być takie ze złości, głodu, pragnienia zżarcia żywego mięsa... niektórzy potrafią zatracić się w swej naturze niczym wampiry w naszej dżungli... Powiedział podgryzając ładnie, równo wypieczone mięso niedźwiedzia. zjadł dwa spore kawałki pomagając sobie swoimi pazurkami i sztyletem. Zjadł, najadł się i był gotowy do dalszej podróży.
- To co? lecimy dalej? Im szybciej tym lepiej... Do gór jeszcze kawałeczek, a kolejni goście mogą się zlecieć raz dwa...
Elrond Ñoldor:
Elrond również nasycił się porządnie. Teraz dawało o sobie znać tylko pragnienie.
- Ja jestem gotowy - odrzucił to co nie dojadł, sztylet schował. - Może po drodze znajdziemy jakaś czystą rzeczkę albo inne jeziorko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej