Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy II
Nawaar:
Elf milczał chciał się, teraz najeść i to robił. Zabrał się za wąchanie dania jajka zapachniały mu świeżością i dobrą ręką kucharza zostały zrobione i do tego ten boczek. Same pyszności. Nathaniel w mig wziął się za jedzenie, trzymając w łapkach widelczyk. Na pierwszy rzut poszły jajka ich pochłonięcie zajęło dosłowną sekundkę, potem przyszła pora na boczek tutaj jednak elf musiał popić. Wziąwszy duży łyk jadł dalej. Gdy skończył cały posiłek podziękował barmanowi. - Dziękuję pyszne było. Powiedział dopijając szklankę wodą, wyszedł na zewnątrz oddychając mocno morskim powietrzem zobaczył czekającego jaszczura. - Gotów.
Eric:
Słysząc stuk talerza i sztućców i widząc przed sobą proste (choć w tych okolicznościach każde danie było daniem wykwintnym) danie złożone z jajek, boczku i bekonu, z trudem powstrzymał się, by nie zapiszczeć z radości jak mała dziewczynka na widok różowego kucyka w sukni wieczorowej.
- Smacznego - życzył uprzejmie swojemu druhowi. Wspólne posiłki miały tę charakterystyczną właściwość zacieśniania więzów, jaką poszczycić się mógł tylko niezrównoważony psychicznie porywacz ogarnięty paranoją. Eric potrafił to docenić. Nie miał jednak ochoty na towarzyską pogawędkę, to też w akompaniamencie stuku widelców pałaszował z błogim wyrazem na twarzy swoją jajecznica. Była wyborna. W dokonaniu takiej oceny dużą rolę mógł odegrać fakt, że Eric był przeraźliwie głodny i zmęczony wczorajszymi wydarzeniami. Taki element rutynowego spokoju koił jego nerwy. Szybko oczyścił talerz, z zawziętością sroki pikującej nad złotym miastem Eldorado. Podniósł się z krzesła, podziękował gospodarzowi i wyszedł na zewnątrz, by tam spotkać się z jaszczurem.
//:Tak tylko pytam, bo nie wiedziałem, czy sobie to odliczyć.
Canis:
Salazar czekał i się doczekał.
- Dyum, ty znasz jeździectwo, więc pójdziesz po wóz i konia do stajni, będzie gdzieś na rynku bądź w pobliżu. Wóz przygotowany dla Gorga, sprawdź też wóz, miał być - czy ma miejsca do przewozu trofeów i takie tam. Puste flakony, kuferki, skrzynie, coś w co popakujemy sobie wszystko. Oddeleguj woźnicę, przecież znasz jeździectwo to poprowadzisz wierzchowca i wóz. Nathaniel pójdziesz do Ereka Jontuna. On zajmuje się kłusownikami, będzie również na rynku w zacisznym kącie oferował trofea zwierzęce. Zapytasz o cele jakie mają jego dostawcy na dzisiaj. Spotkamy się wszyscy przy wschodniej bramie. - Powiedział i zostawił z instrukcjami towarzyszy, samemu zniknął gdzieś w zakamarkach bocznych uliczek portu. Szukał konkretnego domku.
Nawaar:
- No i dobra. Stwierdził elf poprawiając łuk, ruszył w kierunku rynku szukając Ereka Jontuna. Jak mówił jaszczur lubi siedzieć w zacisznym kącie na rynku, więc tam skierował swe kroki. Gdy doszedł zaczął się rozglądać za człowiekiem.
Eric:
Eric kiwnął głową, dając znak, że w pełni zrozumiał polecenie.
- Powodzenia - mruknął przyjaźnie do Nathaniela i puścił mu oczko, po czym ruszył w swoim kierunku. W miarę tego, jak zbliżał się do rynku, tłum na ulicach gęstniał. Choć Atusel zaczynało od statusu nędznej wioski rybackiej, zdążyło rozrosnąć się do tego stopnia, że korzeni i początków tego miejsca nie dało się już zobaczyć. Być może przez tych cholernych ludzi, których było wokół całe mnóstwo i najpewniej to oni za tym stali. Stajnię bardziej wywęszył niż wypatrzył. Kierowany własną intuicją i zmysłem węchu dotarł do przestronnego, drewnianego budynku, z którego dochodził zapach siana, gnoju i koni. Całkiem przyjemna mieszanka, trzeba było to odnotować. Wszedł do środka, szukając kogoś, kto zajmowałby się w chwili obecnej pilnowaniem rejestru.
- Jest tu kto? Przybyłem po wóz oddelegowany dla Georga Hertlinga - poinformował, może nazbyt pochopnie i ku uciesze zbyt wielu uszu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej