Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŁowca Burz w pogoni na Doral

<< < (32/61) > >>

Gordian Morii:
- Nie uciekniemy. - odparłem oglądając się za siebie. Nie patrzyłem jednak na wampira, a na samo jądro ciemności niesione przez nabrzmiałe od deszczu chmury, które co chwilę pluły w wodę grubymi powrozami błyskawic.
- Spójrz w górę. - powiedziałem wskazując końcówki masztów i rej nad którymi zapłonęły dziwne światełka emanujące elektrycznością. - Ognie Kastora i Polluksa, są niegroźne i pojawiają się tuż przed burzą. Płyniemy razem z frontem, tylko czekać jak sztorm w nas uderzy. - i jakby na wezwanie zaczął padać deszcz.
Kilka godzin później było już po wszystkim. Chmury odeszły, fale się uspokoiły a wiatr zelżał na tyle, by można było podnieść wszystkie żagle. Przemoczeni do suchej nitki marynarze zajęli się poprawianiem tego co rozrzuciły fale i szalejący po pokładzie żywioł. Nadir razem z Drago udali się do kuchni, by przygotować posiłek, a wygłodniała reszta załogi zajęła się czymkolwiek co pomagało im zapomnieć o głodzie. Wszak nikt nie pomyślał o jedzeniu przed spaniem, ani w czasie burzy.
Z kajuty kapitańskiej wyszła Lilith stukając bosymi stopami po deskach pokładu.
- Widzę, że księżniczka wreszcie się podniosła. Nieładnie tak, trzeba będzie przyciąć nieco wynagrodzenie. - uśmiechnął się na jej widok Gordian
- Oj tam, jakoś tako dziwnie dobrze mi się spało. To chyba jakaś magia tego okrętu.
- No tak przespać taką burzę i takie fale to dopiero wyczyn. Winszuję moja droga.
- Panie Proganie ponoć miałeś nam umilać podróż śpiewem. Obiecanej lutni jeszcze nie zdobyłem, ale słowo kapitana jest skałą. Będzie.

Nawaar:
Elf otrząsnął się widocznie modlitwy większość załogi zostały wysłuchane. Dlatego uśmiechnął się szeroko, pomimo głodu jak i przemokniętych ubrać. Tutaj nawet płaszcz nie pomógł, przy takim sztormie żadne znane odzienie nie dałoby rady. Nathaniel odwiązał się od masztu i zaczął dziękować w myślach Nalasowi. Dziękuję Panie, za wysłuchanie modlitwy twojego dziecięcia. Następnie pogratulował kapitanowi. - Kapitanie wspaniała robota.

Hagmar:
- Wszyscy żeśmy sie spisali. - rzekł dracon - Zjadłbym coś.

Gunses:
Gunsesa już nie było. Kiedy sztorm zelżał, uciekł przed zabójczym świtem do swojej kajutki. Noc przeminęła, dała początek dniu. Pan nocy musiał czmychnąć jak każda nocna mara przed świętym słońcem.

Progan:
- Kapitanie, z wielką chęcią, jednakże proszę o pozwolenie dokonania przeglądu drugiego pokładu działowego. Trzeba przymocować poprawnie armatę, a ja chciałbym sprawdzić stań poszycia. Możliwe, że trzeba uszczelnić - powiedział Progan z całą świadomością powierzonej mu misji.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej