Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak sie maja sprawy w Draconii
Patty:
- Tak zrobię - odpowiedziałam i patrząc raz jeszcze na morze, udałam się pod pokład do swojej kajuty. Przestronność galeonu zapewniała takie luksusy.
Devristus Morii:
Lisz kiwnal glowa na znak zrozumienia i udal sie w stronę kajut. Gdy juz wybral odpowiednia dla siebie, polozyl sie na lozku aby odpocząć. Leżąc tak elf ropoczal medytacje, aby wyciszyć swoje myśli i zebrac energię.
Isentor:
Po kilkudniowym rejsie dotarliście do wybrzeży kontynentu, kapitan obrał kurs na port przynależący do miasta Draconia. Dla bezpieczeństwa nie płynęliście pod królewską banderą Valfden, tylko pod zwykłym kupieckim szyldem, oraz białą flagą. Działa z fortu nie otworzyły do was ognia, był to dobry znak. Po zacumowaniu okrętu przywitał was urzędnik gildii kupieckiej. Został zbyty przez Isentora sporą łapówką, nim jednak dał nam spokój wypełnił skrupulatnie wszystkie potrzebne dokumenty dając nam przepustki do miasta. Po zejściu na twardy grunt udaliście się do jednej z największych karczm w Draconi.
Patty:
Po kilkudniowym rejsie czułam się nieco specyficznie. Choć przywykłam do pływania po morzach, to jednak długo tego nie robiłam, uchroniłam się co prawda od choroby morskiej, jednak zaraz po zejściu na ląd poczułam, jak ten zachowuje się w sposób nieprzystający do typowych zachować stałej ziemi. Po chwili jednak odkryłam, że to po prostu rodzaj choroby lądowej, którą szybko zwalczyłam. Ciało zbytnio przywykło do kołysania statku.
- Ciekawie tu... - mruknęłam, nie zwracając się do nikogo konkretnego i przyglądałam się okolicy.
Anette Du'Monteau:
Dziewczyna nie lubiła podróży morskich, zwłaszcza takich trwających po kilka dni. Gdy udało im się zejść na ląd to mogła odetchnąć z niejaką ulgą. Rozejrzała się po mieście. Nie tak dawno temu była na kontynencie ale do tego miasta chyba nie zawitała. Anette rozglądała się na boki obserwując bacznie otoczenie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej