Tereny Valfden > Dział Wypraw
(Nie)Wesołe jest życie farmera
Funeris Venatio:
Gorn poszedł przeszukiwać, ale jak wcześniej się rzekło, John był bliski śmierci i bardzo zmęczony. Do tego rycerz połamał mu dwa żebra podczas reanimacji. To akurat częste, więc nie ma się co dziwić. Farmer nie miał więc siły wstać z miejsca, a zakonnik po prostu sobie od razu odszedł. John dostrzegł leżącą obok żonę, podpełzł do niej stękając i łkając. Przytulił się do jej martwego ciała i rozpłakał się na całego. Pies podbiegł do swojego właściciela i zaczął lizać go po zrozpaczonej twarzy, ścierając językiem łzy. John podniósł wzrok i rozejrzał się niewyraźnie.
- Gdzie moje dzieci? Gdzie moje dzieci?! Gdzie one są?! - jego głos miał w sobie tyle goryczy i beznadziejności, że tylko istota bez serca mogła pozostać niewzruszona na tragedię, jaka dosięgnęła tego poczciwego człowieka i jego całą, nieżywą już rodzinę.
Gorn tymczasem zaczął przeszukiwać teren. Nie ujrzał nic nadzwyczajnego. Ciało człowieka w kapturze leżało tuż przy palącej się na całego stodole i samo zajęło się ogniem, niszcząc wszelkie ślady bytności tej osoby. Poza tym wszystko wyglądało podobnie jak wcześniej, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Gorn Valfranden:
Gorn wrócił do Johna.- Nie żyją. Przykro mi.
Funeris Venatio:
John spojrzał w stronę palącego się budynku, od którego bił piekielny żar.
- Nie... nie wyciągnąłeś ich? - jego głos był już bardzo beznamiętny. Wypompowany. Zużyty.
Gorn Valfranden:
- Nie wytrzymali, zginęli zanim udało mi się wtargnąć do środka. Przykro mi z tego powodu.
Funeris Venatio:
- Ale... nas wyniosłeś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej