Tereny Valfden > Dział Wypraw
(Nie)Wesołe jest życie farmera
Gorn Valfranden:
- Tak, reanimowałem was, ty przeżyłeś, twoja żona niestety nie. Trzeba będzie urządzić jej pogrzeb.
Funeris Venatio:
John naprawdę nie mógł zrozumieć, dlaczego Gorn, rycerz Bractwa ÂŚwitu, ostoja prawa i światłości, wyciągnął dwójkę ludzi z palącej się stodoły, ale nie pomógł dzieciom. Przecież nie mógł wiedzieć, czy żyją, nie sprawdził tego. Po prostu pozwolił im spłonąć. Nawet jeżeli były to już dzieci martwe, to należało im się to. Tak po ludzku, to po prostu.
John zamknął oczy, przytulił się mocniej do martwej żony i nie mówił już nic. ÂŁzy leciały mu po policzkach.
Gorn Valfranden:
- Przykro mi z powodu straty jaka cię spotkała. Co zrobisz?.
Funeris Venatio:
//No ja pier..., serio? To jest pytanie, które byś zadał człowiekowi, który właśnie stracił dom i rodzinę?
John spojrzał na rycerza, który już któryś raz okazał się bardzo nietaktowny i nieokrzesany. Przyjrzał mu się. To przecież wszystko jego wina. Diaboł psocił, bo psocił, ale nic wielce strasznego się nie działo. Przynajmniej w porównaniu z tą sytuacją. Wystarczyło, że się pojawił i zaczynały się kłopoty. Gorn rozdrażnił kogoś, tego ciągle kaszlącego zakapturzonego człowieka z dziwnymi oczami. Tajemnicza postać zabiła jego rodzinę i zniszczyła dobytek. A wszystko przez rycerza.
- Możesz opuścić moją ziemię, rycerzu?
Gorn Valfranden:
- Jeśli tego sobie życzysz. Rzekł Gorn, zabrał swojego Konia i ruszył do domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej