Tereny Valfden > Dział Wypraw
Demony duszy mojej w głębi umysłu mego
Canis:
- Zabijcie to a nie bawicie się...
Dragosani:
Wampir odsunął kruka od ust i splunął jakimś piórem, które zostało mu przy wardze. Przyjrzał się ptakowi, który szamotał się w jego dłoniach. Następnie puścił go prawą ręką i trzymał tylko w demonicznej. Skupił moc w demonicznej ręce i uwolnił ją w postaci piorunów. W tym samym momencie puścił kruka. Skończyło się to tym, że pioruny trafiły od razu ptaka, odrzucając go i zabijając. Wpół spalone ciałko spadło na podłoże.
- Nic nie zobaczyłem. Tylko walkę. To tylko wytwór, który miał na celu utrudnić nam pójście dalej - wyjaśnił.
Izabell Ravlet:
//Tu muszę Was bardzo przeprosić. Poleciałem wcześniej na spontanie i niewyraźnie przekazałem Wam informacje, co należy z kruczkiem zrobić. No, ale jakoś wybrnęliśmy.
Gdy biały kruk padł na podłoże natychmiast zmienił się w ciało Darlenita. Był na wpół spalony, tak, jakby to jego Dragosani popieścił piorunem. Nie zdążyliście nic zrobić, bo zostaliście wyrwani z tej przestrzeni.
Ponownie nastała ciemność. Wasze zmysły długo przyzwyczajały się do otoczenia. Po raz kolejny w waszym kierunku zmierzał mauren. Tym razem jego szata była czerwona.
- Jestem panem życia
Niszczycielem miast
Elementem świata
Podwładnym smoków
Czym jestem? - brzmiała jego zagadka.
Dragosani:
- Ogniem - odpowiedział Dragosani. Tak mu się skojarzyło, chociaż nie był pewien.
Izabell Ravlet:
- Ogniem. Byłem ogniem. Lecz co zostało po płomieniu zagaszonym i zadeptanym? - odrzekł.
Darlenit gwałtownie rozłożył ramiona na boki. Wydał z siebie okrzyk bólu. Tym razem jego ciało zostało po prostu rozerwane na dwie części, które padły na podłogę i rozpłynęły się w powietrzu. W miejscu gdzie stał pozbawiony mocy mag, oczekiwała teraz banda demonów. Wśród nich jeden w białym kolorze. W jednym momencie otoczyły was i ruszyły do ataku.
9x Demon
1x Demon w kolorze białym (nie mylić z Białym demonem)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej