Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle: Atusel i morze

<< < (14/129) > >>

Devristus Morii:
//No ruszyliśmy

Nawaar:
// Nie wydałeś wyraźnego rozkazu. Dlatego pytałem.

Nathaniel bujał się na wozie siedząc w jednej pozycji. Nikt akurat zbyt rozmowny nie był widocznie każdy myślał, co może się wydarzyć podczas przeprawy na wodzie i o samym lewiatanie bestii z otchłani. Elf wzdrygnął się na samą myśl, a dodatkowo uroki nocy sprzyjały różnym złym myślą o niebezpieczeństwie czyhającym w najbliższych krzakach.

Hagmar:
Wóz toczył się powoli i nawet równo. Aragorn co jakiś czas pociągał z manierki. Wodę oczywiście.

Funeris Venatio:
Pytanie Poety zawisło nieco w powietrzu. Tak na dobrą sprawę nie było to nawet pytanie, bardziej luźne przyjacielskie wtrącenie do zastałej nagle ciszy. Kompania przestała się odzywać, jechali w milczeniu. Wóz telepał się i skrzypiał w swoim, jedynie sobie znanym rytmie. Podkute kopyta koni stukały o twardy trakt, z każdym jednym krokiem podnosząc niewielkie drobinki kurzu i zostawiając ślady podków na gościńcu. Końskie pęciny z naprawdę sporą gracją amortyzowały ciężar samych wierzchowców, jak i jadących na nich jeźdźców. Cała kompania wyglądała dumnie, jak prawdziwy oddział ekspedycyjny królestwa Valfden. Gdyby jeszcze wszyscy dostali jednakowe uniformy w formie powiedzmy przeszywanic, albo wierzchowce miały jednakowe, odpowiednie kropierze - wtedy by można było mówić o specjalnej jednostce taktycznej, której zadaniem jest transport kluczowych dla obronności państwa przedmiotów i artefaktów.

Hagmar:
Jechali i jechali. Wóz momentami zbaczał to na jedną to na drugą stronę drogi by potem znów jechać prosto.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej