Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Devristus Morii:
//No ruszyliśmy
Nawaar:
// Nie wydałeś wyraźnego rozkazu. Dlatego pytałem.
Nathaniel bujał się na wozie siedząc w jednej pozycji. Nikt akurat zbyt rozmowny nie był widocznie każdy myślał, co może się wydarzyć podczas przeprawy na wodzie i o samym lewiatanie bestii z otchłani. Elf wzdrygnął się na samą myśl, a dodatkowo uroki nocy sprzyjały różnym złym myślą o niebezpieczeństwie czyhającym w najbliższych krzakach.
Hagmar:
Wóz toczył się powoli i nawet równo. Aragorn co jakiś czas pociągał z manierki. Wodę oczywiście.
Funeris Venatio:
Pytanie Poety zawisło nieco w powietrzu. Tak na dobrą sprawę nie było to nawet pytanie, bardziej luźne przyjacielskie wtrącenie do zastałej nagle ciszy. Kompania przestała się odzywać, jechali w milczeniu. Wóz telepał się i skrzypiał w swoim, jedynie sobie znanym rytmie. Podkute kopyta koni stukały o twardy trakt, z każdym jednym krokiem podnosząc niewielkie drobinki kurzu i zostawiając ślady podków na gościńcu. Końskie pęciny z naprawdę sporą gracją amortyzowały ciężar samych wierzchowców, jak i jadących na nich jeźdźców. Cała kompania wyglądała dumnie, jak prawdziwy oddział ekspedycyjny królestwa Valfden. Gdyby jeszcze wszyscy dostali jednakowe uniformy w formie powiedzmy przeszywanic, albo wierzchowce miały jednakowe, odpowiednie kropierze - wtedy by można było mówić o specjalnej jednostce taktycznej, której zadaniem jest transport kluczowych dla obronności państwa przedmiotów i artefaktów.
Hagmar:
Jechali i jechali. Wóz momentami zbaczał to na jedną to na drugą stronę drogi by potem znów jechać prosto.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej