Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Dragosani:
Dragosani zaś starał się nie wypaść za burtę, gdy statkiem rzucało. Potem złamał się maszt i popsuł im dracońską maszynę. To nie wróżyło niczego dobrego. I tak właściwie wampir nie miał pojęcia co mogliby zrobić, aby uniknąć śmierci we mgle. Lub w odmętach morskich. Oczywiście zachował spokój i starał się wymyślić cokolwiek, co mogłoby im pomóc. Przydałby się ktoś znający się na żegludze. W sumie na statku taki ktoś powinien być. Wampir zaklął pod nosem na to, że sam nie poszedł na kurs jaki od niedawna oferowano w mieście. Ostatecznie podbiegł do Mogula, który sprawdzał maszynę, aby też przyjrzeć się jej uszkodzeniom.
Canis:
- Cicho elfie! To nie czas na panikę! Przy tej prędkości i na tyle szybko niwelującej się barierze dopłyniemy do Valfden?! Jest inny, bliższy ląd? Do najbliższego lądu... chyba znacie mapy... - mówił Jaszczur całkowicie spokojnie uważając swoje słowa za słuszne w tym wypadku. Nie miał czasu jednak na rozmowy, czas było coś działać. Podszedł do Mogula przyjrzeć się uszkodzeniom machiny.
Nawaar:
- Robię, co mogę. Powiedział do jaszczura, który ruszył do maszyny. Nathaniel nie znał się na takich konstrukcjach dlatego zostawił je magom i bestią. Widocznie elf wierzył, że coś zdziałają. - Ile jeszcze do lądu?. Teraz już powiedział w miarę spokojnie.
Hagmar:
Dracon zdzielił dwa razy Funerisa z plaskacza po pysku. - Opanuj się żołnierzu! To tylko dwa kurewsko wielkie smoki które się ze sobą napierdalają!
Funeris Venatio:
- Przecież nie panikuję, kurwa! O wskazówki się pytam! Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej