Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle: Atusel i morze
Isentor:
Waszym oczom ukazał się błękitny smok wodny. Wypełzł z morskich otchłani na zgliszcza statku pod Myrtańską banderą. Odezwał się do was głosem strasznym i przesiąkniętym gniewem.
- Jam jest Lewiatan!
Dlaczego to zrobił? Dlaczego pradawny smok pozwoliłby sobie na rozmowę z ludźmi? Czemu wasz statek nie został kolejnym wrakiem w okolicy?
Elrond Ñoldor:
- Zamknąć się! Niech gada Devristus - syknął przez zęby.
Hagmar:
- Sam sie zamknij. - rzucił beznamiętnie - Jam jest Hrabia Aragorn Tacticus. Boisz się nas że z nami rozmawiasz?
Nawaar:
Zajebiście wręcz. Najpierw wszystko niszczy, a następnie chce gadać. Cóż to za stworzenie?. Pomyślał Nathaniel oczywiście nie odzywając się, a mówiąc sobie w głowie. Miał nadzieję, że bestia zostawi ich w spokoju i będą mogli odpłynąć sobie na stały ląd. Jednocześnie żałował, że nie wziął ze sobą pędzla i płótna taki okaz namalować to wręcz arcydzieło by powstało na wieki.
Dragosani:
Nagłe pojawienie się Lewiatana, poprzedzone zniszczeniem myrtańskiego statku, nie było zaskoczeniem. Wszak wszyscy podejrzewali, że spotkają tę bestię. Zaskoczeniem była jednak jej chęć do rozmowy... co wcale nie oznaczało, że bydle nie zaatakuje. Wampir nawet nie sięgał po broń. Po pierwsze, na razie jeszcze wodny wąż nie atakował. Po drugie, co niby miałby mu zrobić śmiesznie małym mieczykiem? Zerknął na Devristusa. Podobnie jak Elrond uważał, że to on właśnie powinien mówić. I wtedy wtrącił się Aragorn... w sumie to było do przewidzenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej