Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle: Atusel i morze

<< < (46/129) > >>

Patty:
Gdy walka się zaczęła, ściągnęłam z pleców tarczę i wyciągnęłam kiścień, szykując się do walki. Wolałam co prawda miecz, ale sama broń nie zapewniała mi żadnej ochrony przed wrażymi muszkietami i pistoletami, a tarcza mogła już wytrzymać bezpośredni strzał. Ruszyłam do starcia, osłoniłam się przed strzałem, który padł ze strony jednego z podżegaczy i doskoczyłam do niego, uderzając kiścieniem od dołu, trafiając w dłonie podżegacza. Większą energię uderzenia przejęły rękawice, jednak udało mi się wytrącić muszkiet z jego rąk, a wtedy huknęłam go potężnie tarczą, odpychając od siebie i poprawiłam kiścieniem, bijąc prosto w łeb. Słabsze żelazo nie wytrzymało i powstało duże wgniecenie, a wtedy uderzyłam raz jeszcze, wbijając kawałki metalu i kości w mózg. Wtedy przemieściłam się za kolejnego podżegacza, który akurat brał na cel jednego z moich towarzyszy i zamachnęłam się kiścieniem, uderzając w kolano, poprawiłam jeszcze raz i obaliłam wroga, gdyż staw nie wytrzymał wielokrotnego obijania go metalową kulą z kolcami, a wtedy zaczęłam tłuc podżegacza w hełm, raz za razem wgniatając go coraz bardziej. Obejrzałam się, by w ostatniej chwili dostrzec celującego do mnie z pistoletów strzelca, odruchowo uniosłam lewe ramię, kule zadzwoniły o tarczę, a wtedy przyciągnęłam wroga telekinezą, jednocześnie puszczając kiścień i wyciągając szklany sztylet. Gdy doleciał do mnie, szamoczący się w magicznym uścisku, wystarczyło, bym nadstawiła rękę i długie, jak na standardy sztyletu ostrze, wbiło się w jego pierś, z łatwością przebijając się przez żelazo. Strzelec westchnął ciężko, z jego ust potoczyła się strużka krwi, a wtedy wydobyłam sztylet i jednym, prostym cięciem poderżnęłam mu gardło.

11x magin (ogłuszeni?)
3x strzelców

Hagmar:
- ÂŁadnie Patty! Dracon złożył ręce do zaklęcia, oczywiście wcześniej schował miecz do pochwy. Iaesh qiash xugro izani! Z jego dłoni buchnął strumień czarnej energii który zmienił magina w kupkę... w sumie to nie wiadomo czego. Iaesh qiash xugro izani! Druga salwa i kolejny magin leżał rozpaćkany. Dracon cały czas się przemieszczał.

9x magin (ogłuszeni?)
3x strzelców

Elrond Ñoldor:
Ale burdel... pomyślał wychylając nos zza drzwi karczmy. Tylko nos. Nie chciał się wychylać. Zaczął pobierać energię magiczną i jak to miał w zwyczaju ukląkł na jedno kolano dotykając dłońmi ziemi. Czul się wówczas z nią bliżej związany. Energia popłynęła poprzez jego palce i podłożę, ominęła słabnącą barierę od spodu i zaczęła kumulować się pod ich stopami.
Wyszeptał cicho zaklęcie. Drzeć się nie musiał.
- Isarosh aresh isgrash - ziemia pod stopami maginów odpowiedziała. Zaczęła moknąć w zastraszającym tempie i stawać się coraz bardziej grząska. Po kilku chwilach, zanim zorientowali się co się dzieje, pod ich stopami powstało eleganckie bagno. Maginowie zaskrzeczeli, kilku z nich przestało ciskać czarami, starając uratować się przed śmiercią w błocie.
Kilku zdołało się wykaraskać. Trzech pochłonęło bagno.
W między czasie Elrond zdążył już się ulotnić. Nie musiał patrzeć na efekty czarów, nie było możliwości go zatrzymać. W płonącej karczmie nie było sensu siedzieć.

Czary: Bagno

6x magin (ogłuszeni?)
3x strzelców

Thor ibn Odyn Grom:
Thor sobie tak po prostu stał z boku i patrzał na całe widowisko, pogryzając chwilami trochę kanapki, którą zamówił wcześniej. Gdy już nie miał nic do jedzenia, postanowił wspomóc trochę kompanów, którzy wyglądali tak jak on, gdy oberwał od wampira renegata. W jednej chwili wyciągnął zza pleców swój kostur, w który się wpatrywał chwilę i obserwował sobie odbicia ognia w srebrze. Po chwili wbiegł na pole bitwy i gdy dobiegł do jednego ze strzelców, wymierzył atak w głowę i z impetem biegu powalił go na ziemię. Gdy jego przeciwnik już leżał, Thor podskoczył i z całym impetem uderzył w głowę podżegacza, czego nie mógł przeżyć. Następnie najszybciej jak mógł, pobiegł za palącą się gospodę, aby nie dopadły go ataki pozostałych napastników.

//Mój kostur, a ich hełmy, to tylko różnica 1 xD, ale chyba go zabiłem
6x magin (ogłuszeni?)
2x strzelców

TheMo:
Themo spokojnie siedział sobie w karczmie i konsumował posiłek. Nagle rozległ się huk. Nie przerwał jedzenia w nadziei, że kompani sobie poradzą. A miał bardzo dobrą pieczeń. Nie zaprzątał sobie głowy odgłosami walki. Był całkowicie pochłonięty jedzeniem. Do czasu, gdy karczma stanęła w płomieniach. Wtedy oderwał udko i spokojnym krokiem wyszedł z budynku. Kopnął w drzwi, które się otwarły na oścież. Niemal natychmiast od otwarcia drzwi przeszyło kilka kul. Dopiero potem Themo mógł wyjść. Biegł będąc skulony, by nie oberwać. Skrył się za wozem, ciągle obgryzając udko. Lekko wyjrzał zza osłony by rozeznać się w sytuacji.

6x magin (ogłuszeni?)
2x strzelców

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej