Gdy tylko zombie weszły do pomieszczenia, Samir rzucił wszystko, co miał w rękach i zerwał się, podnosząc pochodnię i dobywając miecza. Nie wiedział, co prawda, by zombie szczególnie bały się ognia, ale zawsze to jakaś pomoc. Machnął łuczywem, odpędzając nieumarłych niczym dzikie zwierzęta i cofnął się lekko i ścisnął mocniej rękojeść miecza. Zombie zajęczały, zbliżając się, a wtedy mauren zaatakował, uskakując w bok i rąbiąc wściekle przez bok stworzenia. Korzystał z większego zasięgu, przeorał ciało zombie i natychmiast odskoczył, unikając ataku nieumarłego, po czym zaatakował jeszcze raz. Wymiając atak pazurami ciął mocno prosto w łeb bestii, trafił, ale mithrilowa klinga ugrzęzła, wbita głęboko w czaszkę zombie. Mauren natychmiast odskoczył, rozbrojony, przynajmniej chwilowo i natychmiast dobył katany, stalowe ostrze zaśpiewało cicho. Samir, nie tracąc czasu, ruszył do przodu, chcąc jak najszybciej wykończyć wroga. Uniknął ataku pazurów, choć od przybliżania się do zombie chciał wymiotować i ciął przez brzuch, natychmiast odchodząc na bok. Nie miał pancerza, wolał nie ryzykować ugryzienia. Z rany nieumarłego polała się dziwaczna, cuchnąca posoka, a zombie zastękało i ruszyło do ataku. Na to mauren liczył, poczekał chwilę i wywinął się piruetem, przemieszczając się za plecy nieumarłego. Wtedy ciął zdecydowanie, niszcząc fragment czaszki i odsłaniając mózg i odwrócił chwyt, wbijając ostrze prosto w mózg. Klinga katany gładko przebiła miękką tkankę, a Samir obrócił ostrze, jeszcze bardziej uszkadzając potwora.