Mauren, z racji bycia praworęcznym od urodzenia, trzymał pochodnię w prawej ręce. Gdy szkielet uniósł się, by wgryźć się w jego gardło, zrobił jedyne, co przyszło mu do głowy. Zastawił się ramieniem, które na szczęście było osłonięte stalowym karwaszem. Zęby nieumarłego zacisnęły się na metalu, jednak nie były na tyle ostre, by uczynić szkodę osłonie przedramienia czy samej ręce maurena. W tym czasie Samir odrzucił pochodnię i sięgnął po miecz, uderzając głowicą w czaszkę, poprawił, aż szkielet puścił jego ramię, a wtedy mauren cofnął się lekko, by przybrać lepszą pozycję i zaatakował, rąbiąc znad ramienia prosto w czaszkę. Nadkruszone przez poprzednie uderzenia kości puściły, kilka pomniejszych fragmentów czaszki odpadło, a wtedy Samir dokończył robotę, niszcząc ją dokumentnie.