Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Raz kozie mgle
Mogul:
Mam duszę artysty, czy jestem zwykłym rzeźnikiem? Pomyślał Mogul. Nie miał pojęcia czemu mu taka myśl się nasunęła. Spojrzał na Patty, oczywiście tak przypadkowo.- Hmm, chyba nie. Odgonił myśli po czym zaczął wszystkim odpowiadać. Wpierw wampirowi.
- Kiedy spłoniesz na słońcu, to się na pewno roztyję. Odpowiedział mu po czym zwrócił się do Aragorna:
- Mam pełno innych spraw na głowie. Podrapał się po niej.
- Witam Cię. Ork poznał osobę i wyczuł smuty ton Malva, więc sam odpowiedział pogodnie jakby nic nigdy się nie wydarzyło. - Miałem kiedyś taki fajny mithrillowy napierstnik, szkoda że musiało zacząć padać...
- Trzymaj. Rzucił do nieznajomej osoby, która wyglądała jakby żałowała że nie zabrała nic z karczmy. Oczywiście, była to magiczna z-dupy-wzięta flaszka Mogula, którą zawsze miał w kieszeni. Oczywiście zawsze była pełna. Pełna rumu, który miał w domu.
Elrond Ñoldor:
- I jeszcze starych przyjaciół nie zaprosiłeś? Spłoniesz w otchłani - wyciągnął flaszkę, zmoczył usta, podał dalej.
- Mam dziesięć beczek tego gówna. Z jakiejś pirackiej wyprawy. chyba razem byliśmy na niej, co orku?
Canis:
- To zaproś je Aragornie dla rozluźnienia sytuacji i wspólnej masowej przyjemności <ignorant> .
Mogul:
- To wtedy chciałem spotkać tego magicznego krakena, ale zawiodłem się?
TheMo:
Złapał flaszkę rzuconą przez orka. Stał się on pierwszą osobą, którą polubił w tym towarzystwie.
-Wielkie dzięki kolego.
Odkorkował butelkę i skosztował trunku. Pociągnął długiego łyka i odstawił napitek od ust.
-Wyborny rum. Lepszy niż w karczmie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej