Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ryk poruszający niebem i ziemią
Canis:
Nazwa wyprawy: Ryk poruszający niebem i ziemią
Prowadzący wyprawę: Salazar
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Walka bronią białą 50%, umiejętność zachowywania się w dziczy.
Uczestnicy: Salazar, Nathaniel Elzar
Salazar zamknął za sobą i za kompanem drzwi swego domostwa. Zabierając swój ekwipunek prędzej. Udał się bezpośrednio do karczmy obieżyświat w celu zakupienia odrobiny prowiantu.
Nawaar:
Elf jak powiedział udał się do kupca Karena, po strzały. Musiał ich mieć więcej niż zaledwie cztery, bo cztery to dość marna liczba. Na szczęście plac targowy nie był daleko oddalony i w końcu do niego dotarł. Ujrzał tam kupca z wielkim brzuszkiem człowieka Karena.
- Witaj znów. Chcę teraz kupić cały kołczan żelaznych strzał.
Kołczan: 30 żelaznych strzał
Cena: 50 grzywien
707g - 50g=657g
// Rozumiem, że to zaliczy post u Karena jak normalnie i nie będę musiał kupować znowu kołczanu i płacić za niego. Tak?.
Canis:
- Już u mnie byłeś, co ty z tymi strzałami niby robisz, widze że masz jeszcze cały kołczan.
//ÂŻaden MG jeszcze nie zaakceptował, ale ogólnie przyjmijmy że to zrobi, w końcu poprawnie to jakoś tam ująłeś. Dopisz sobie do ekwipunku te strzały, odejmij grzywny itd. Uznajmy, że to ta sama transakcja co napisałeś u Karena i po prostu MG zaakceptuje to później ale akt kupna-sprzedaży się dokonał... Pamiętaj o poprawieniu wagi itd, bo sprawdzę to wszystko. Gdy wpisujesz kołczan pamiętaj o podaniu statystyk pojedynczej strzały.
Salazar dotarł do karczmy i przemówił do karczmarza z "Obieżyświata"
- Poprosze o 2 szybkie dania i 2 butle mleka. Ile to będzie?
Karczmarz odpowiedział:
- 6 grzywien. Zaraz podam.
Jaszczur wysypał grzywny i czekał za daniem.
652 - 6 = 646 [Grzywien]
Nawaar:
- Czasami nie wiem, co się z zemną dzieję. Być, może to dlatego, że jestem za daleko od lasu. Powiedział poprawiając kołczan na plecach i udał się w umówione miejsce, czyli do północnej bramy w oczekiwaniu na Salazara z prowiantem.
// Udźwig dodany razem z łukiem. Mam nadzieję, że to się uda :)
Canis:
//Tu nie ma co się udawać.
Karczmarz po parunastu minutach spakował wszystko na wynos w dwóch paczkach. Salazar zabrał je i wyszedł. Obrał kierunek na południową bramę i przeszedł się spacerkiem docierając do towarzysza wyprawy. Wręczył mu zawiniątko, w którym była butelka mleka oraz szybkie danie, czyli ziemniaki i kotlet.
- To jak zgłodniejemy, rozpali się ognisko i podgrzeje, mlekiem się zapije, ponoć zdrowe chociaż nie przepadam.
Powiedział i schował swój pakunek.
- Teraz tak, udamy się w dzicz, mamy koniec wiosny zatem większość stworzeń kończy okres godowy, szczenięta w większości gatunków już narodzone i dojrzewają, zatem możemy spokojnie iść, polować i nie zakłócać naturalnego cyklu życia. Udamy się w las na zwierzęta zwyczajnie aby powalczyć, zdobyć parę trofeów, by było zimą na jakim ciekawym futrze nogi położyć i przykryć się niczym kocem. Potrafię oprawiać podstawowe i powszechne zwierzęta, ponadto także upuszczać krew. Będę zdejmował trofea i podzielę je miedzy nami. Tyle ile zabijesz z tylu dostaniesz trofea i tak samo ja. Zgadzasz się? Możemy iść?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej