Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ryk poruszający niebem i ziemią

<< < (2/15) > >>

Nawaar:
- Oczywiście, że się zgadzam i pójdę z tobą. Jednocześnie cieszę się, że nie będziemy zabijać młodych osobników, a już stare. Prowadź panie radny. Powiedział z uśmiechem, choć zawsze próbuję wyglądać na poważnego elfa, ale wobec jaszczura nie miał żadnej urazy. Musiał poznać nowych przyjaciół.

Canis:
Słońce świeci pięknym blaskiem, ciepło i miło, iście wiosenny niemal letni nastrój. Piekące słońce było istnym rajem dla Jaszczura.
- Nienajlepszy ze mnie radny, ale jakoś trzeba działać i zarabiać. - Powiedział mrugając oczkiem. - Las jest tu nieopodal, czeka nas dobry kilometr drogi i dotrzemy. Opowiedz coś o sobie, poznajmy się.

Nawaar:
Elf uśmiechnął się w stronę słońca mógł tak spacerować, przez wieki całe. Jednak chciał poznać towarzysza lepiej. - Przedstawienie mamy za sobą. Wiesz również, że jestem siostrzeńcem wuja Kharima i jednocześnie elfem. Dlatego, że w mojej matce Margaret  zakochał się pewien elf a mój ojciec Earanor, do końca nie wiem, czym się kierował wyborem być, może lubił brodate kobiety. Tutaj uśmiechnął się jeszcze szerzej i mówił dalej. - Matula w końcu uległa staraniom elfa i pobrali się. ÂŻyli w samotni w lesie, tylko i wyłącznie dlatego, że rodzice z obydwu stron nie lubili mieszanych par. Wujek nie miał akurat z tym problemu i akceptował związek. Z tego związku narodziłem się ja, ale jak widać wdałem się w ojca lubiącego las i łono natury. Jednocześnie matka uczyła mnie o rudach, kopalniach nawet i płatnerstwie. Chłonąłem wiedzę obydwu kultur z dość dużym zainteresowaniem. Niestety sielankowe życie się skończyło, kiedy to las najechali obcy ludzie, którzy nie lubili odmieńców a zwłaszcza takich par. W obronie domu zginęli rodzice broniąc się nawzajem do końca ich żywota. Ja miałem trochę więcej szczęścia, bo byłem na polowaniu, więc kiedy ujrzałem palący się dom zrozumiałem, że już po wszystkich. Następnym moim krokiem było udać się do kogoś z rodziny, kto mnie zaakceptuje i tą osobą był wujaszek, lecz niestety on również nie żyje. Moje życie tymczasowo okazuję się ścieżką śmierci moich bliskich. Nathaniel wyraźnie posmutniał, ale wiedział, że to co było już minęło.

Canis:
- Nie ma dnia, bez zachodu słońca, tak jak i nie ma życia bez śmierci. Jeden dzień trwa krótko, inny długo. Niezależnie od sposobu zajścia, czy to będą ciemne burzowe chmury z gradem i piorunami, czy to będzie sielankowy zachód słońca pokazujący obraz pięknego bezchmurnego nocnego nieba... - Mówił jaszczur lecz wołanie przerwało jego wywód.

Przemierzaliście szlak między polami uprawnymi okalającymi stolicę za rzekami tworzącymi coś w rodzaju fosy. Pola uprawne kończyły się wraz z początkiem lasu. Przy tejże granicy zauważyliście 4 ludzi z widłami. Wołali pomocy. Wokół nich biegało 5 wilków, które były względem ludzi agresywne.

- Mamy robotę! wrzasnął jaszczur i korzystając ze swej zwinności i szybkości zaczął biec w kierunku walczących wieśniaków. Biegnąc sięgnął po sztylet jedną ręką, drugą zaś po szablę.

5x Wilk odległość 150 metrów

Nawaar:
- W końcu jakaś akcja, od tego gadania zrobiłem się już trochę śpiący. Mówiąc to elf ściągnął łuk i jedną ze strzał, którą już miał przygotowaną do oddania strzału, a następnie zaczął gonić zwinnego Salazara.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej