Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie
Funeris Venatio:
Rycerz podniósł niespiesznie wzrok. Trzcinka w jego ustach pękła, gdy mierzył Cię od góry do dołu. Nie zrażając się tym, wyciągnął zza siebie następną. Siedział w końcu na beli siana, więc miał materiału pod dostatkiem. Nie wstając, powiedział:
- Ciebie mi przydzielili? No dobra... - Wstał i okazało się, że jest większy od Ciebie co najmniej o głowę. Podał Ci rękę i mocno uścisnął. Czułeś, jak zaciśnięte palce odbierają Ci siły, jak gniesz się pod jego dłonią. W końcu odpuścił i poklepał przyjacielsko po plecach.- Wybacz, sprawdzałem. Jedziemy do Donak, do stadniny. Zaopatrują nas w wierzchowce, jeżeli jeszcze nie wiesz. Zabierzemy dla nich nieco narzędzi i swoją pomoc. Ktoś im ostatnio uprzykrza życie, tak mówią. Trza nam sprawdzić. No, pakuj te skrzynie na wóz i jedziemy! - Tym razem klepnął Cię tak mocno, że na sekundę odebrało dech. Nieopodal stał zaprzęgnięty w dwa konie powóz i masa skrzyń i pakunków. Różnych kształtów i rozmiarów.
//Zapakuj to i napisz, że wyruszyliście. Chcę na początek sprawdzić jak u Ciebie z kreatywnością i łatwością opisów. Czynność banalna, więc łatwo się przekonać czego się poniekąd mogę spodziewać. Nie zawiedź mnie, lubię ludzi dobrze piszących, ale potrafię być zły dla ignorantów i analfabetów. :)
Kuhin Acker:
Kuhin westchnął demonstracyjnie. To po to przechodziłem przez portal, aby po drugiej stronie zajmować się dokładnie taką samą robotą? - Co jak co, ale rekrut liczył na jakąś "epicką" akcję. Niemniej ściągnął górną część swojego odzienia, położył ją na wozie i zabrał się za ładowanie skrzyń na wóz. Sterta była na prawdę duża. A każda skrzynka była ciężka jak cholera. Jednak Kuhin wytrwale nosił paczki jedna za drugą, skutecznie pomniejszając stertę. Zacnemu rycerzowi oczywiście nie chciało się ruszyć swojego szanownego zadka i pomóc podwładnemu. Nucił natomiast jakieś durne przyśpiewki. "Tragarz" nie miałby nic przeciwko temu, gdyby tamten robił to ładnie, lecz tak nie było. Zastanawiał się nawet, czy nie skombinować by sobie jakiś zatyczek do uszu. Jednak lepiej jest nie okazywać tego tamtemu. Po godzinie pracy, sterta była już znacznie mniejsza. Kuhin zaryzykował jednak chwilkę odpoczynku. Poszedł znaleźć gdzieś jakąś wodę, którą można by skropić sobie gardło, po czym załatwił się pod stojącym nieopodal krzaczkiem. Następnie wrócił i zabrał się dalszym ładowaniem skrzynek. Zlustrował przy tym minę rycerza, ale nie wydawał się być przejęty odpoczynkiem rekruta. W sumie minęło półtorej godziny, zanim praca została skończona. Kuhin otarł pot z czoła, ubrał się na powrót, a następnie powiedział Skończone. Możemy ruszać.
Obaj mężczyźni wsiedli na wóz i ruszyli w drogę do Donak. Rekrut zagadał do rycerza - Jak daleko jest to Donak? I jakich problemów możemy się tam spodziewać?
Funeris Venatio:
- Dobrze się spisałeś, rekrucie. Naprawdę dziarsko i bez większych przerw. No, będą z Ciebie ludzie. - Jechali kawałek dalej, przejeżdżając kolejne bramy i mijając posterunki. Bractwo ÂŚwitu to potężny kompleks budynków zakonnych, a stajnie, z których wyruszyli znajdowały się w drugim kręgu obronnym. Nekker co chwila legitymował się odpowiednim glejtem i coś podpisywał. Odebrał po drodze małe zawiniątko, nie większe niż kwadratowe pudełko o dziesięciocentymetrowej ściance. Schował je do swojej sakwy i pogonił konie. Wreszcie wpadli na trakt prowadzący do celu.
- Donak znajduje się z cztery, górą pięć godzin drogi stąd. Liczone oczywiście jadąc takim wozem jak nasz, samotny jeździec pokona ten dystans znacznie krócej. Nie wiem czego się możemy spodziewać, dowiemy się na miejscu. Nie bój się jednak, okolica jest bezpieczna, rzadko zdarzają się napady, czy rabunki. Niebezpiecznych bestii też niewiele żyje w tych lasach.
Wpadli w koleinę, wóz wierzgnął, skrzynie się poprzesuwały. Konie ruszyły mocniej, roztrącając wszędzie błoto, które pokryło szlak po ostatnich deszczach.
- Tak w ogóle to jak Cię zwą? Nie spytałem wcześniej...
//Jest godzina 12:00, w nocy przeszła burza z deszczem. Jedziemy przed siebie.
//ÂŁadny opis z poprzedniego posta, całkiem mi się podobał.
Kuhin Acker:
Kuhina raczej zawiodła informacja o niskim niebezpieczeństwie wyprawy, niźli ucieszyła. Jednak jest t jego pierwsze zadanie, więc nie może oczekiwać zbyt wiele. Wszakże Bractwo musi nabrać do niego zaufania i potem na pewno będzie dostawać ważniejsze i bardziej niebezpieczne zlecenia.
-Zwą mnie Kuhin Acker. Do Bractwa należę dopiero od kilku dni.
Droga na razie była całkiem w porządku. Sporo na niej jednak kałuż, więc nie dało się ocenić, gdzie znajdują się koleiny, więc od czasu do czasu, na jakąś wpadali. Miał tylko nadzieję, że nie natkną się na żadne niespodzianki pozostawione po wczorajszej burzy.
// Dzięki za pochwałę. Ale lepiej mi nie słódź bo jeszcze się rozleniwię :P
Funeris Venatio:
- Mógłbyś służyć rok jako rekrut, a możliwe, że byśmy się nawet nie spotkali. Bractwo jest wielkie, sporo osób jest w rozjazdach, poza kompleksem. Miło mi jednak, żeśmy się spotkali.
Nekker był zwykłym rycerzem, służącym w kwatermistrzostwie. Zajmował się dostawami, problemami stajni i innymi tego typu rzeczami. Był spokojnym człowiekiem o krzaczastych brwiach i mocnych ramionach. Nie należał do tych, którzy to tylko szukają wojaczki w życiu - nie potrzebował tego. Posada, jaką otrzymał zapewniała mu odpowiedni spokój i nie najniższy żołd, za który mógł bez problemów przeżyć tydzień.
Jechali tak z wolna, rozmawiając o niczym. Burza w tym rejonie przeszła albo dużo wcześniej, albo była zdecydowanie słabsza, bo nie było widać tylu śladów jej aktywności. Ziemia była jeszcze minimalnie grząska, gdzieniegdzie widniały kałuże, ale raczej niewielkie. Wjechali w las. Stary, zarośnięty, głośny od śpiewu ptaków. Nie sprawiał wrażenie mrocznego, wręcz przeciwnie. Było zielono, świeżo i radośnie.
Dojechali do rozstajów. Jedna droga prowadziła nieco w prawo, druga w lewo - rozdwajały się niczym proca, z której strzelają dzieciaki na wsiach i w miejskich dzielnicach biedoty. Nekker ściągnął wodze, zatrzymał konie.
- Mamy wybór. Obydwoma drogami dojedziemy na miejsce. Prawa prowadzi dalej przez las, pod spory pagórek, potem okrąża niewielkie bajorko i trafia po pewnym czasie na szlak do Donak. Lewa zaś, którą możesz dostrzec, wiedzie prostą drogą lasem, wychodzi na polanę, gdzie często pasą się wierzchowce podróżnych, i wiedzie dalej, omijając wspomniane bajoro, zostawiając je daleko z prawej. W końcu i ta droga zaprowadzi nas na szlak do Donak. Dla mnie wsio ryba, więc pozwolę Ci zadecydować. Którędy nam dzisiaj wiedzie trakt?
//Rozwidlenie znajduje się mniej więcej w 1/3 drogi z Bractwa do stadniny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej