Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie
Kuhin Acker:
Kuhin rozejrzał się po okolicy. Chciał jak najszybciej dotrzeć do Donak, więc musiał się dobrze zastanowić.
-Burza w tym rejonie wprawdzie nie była zbyt sroga, jednak kto wie, czy dalej na trakcie nie napotkamy większych problemów? Radzę trzymać się drogi bezpieczniejszej. Tylko by nam brakowało dłuższych postojów. Pojedźmy więc w lewo.
Funeris Venatio:
- W takim razie w lewo.
Strzepnął lejcami i cmoknął na wierzchowce. Konie ruszyły, najpierw z wolna, następnie nieco szybciej. Złapały swój rytm i spokojnie kroczyły do przodu, noga za nogą. Kopyta znaczyły szlak, który zaczął się robić zupełnie wyschnięty. Burza gdzieś musiała mieć swoją granicę, najpewniej było nią właśnie to rozwidlenie, które mijali kilkanaście minut temu. Druga droga, ta prowadząca w prawo, nie różniła się wcale a wcale od tej tutaj.
Po dotarciu do punktu, który oznaczał połowę przebytej drogi, znaleźli się na przepierzeniu, o którym wcześniej mówił Nekker. Polana była spora, często spotykało się na niej wielu podróżników, kupców, rolników, czy też zakonników z karawanami. W tej chwili była niemalże pusta, jeden jedyny wóz zaprzęgnięty w starą kasztanową klacz majaczył na samym jej skraju. Z tej odległości nie było widać ilu jest tam ludzi i czy w ogóle byli to ludzie. Ktoś powinien się tam krzątać, chociaż rycerz nie dostrzegał nikogo.
- Widzisz tam kogoś? Wydaje mi się, że koń stoi samopas. Ktoś powinien się tam krzątać.
Kuhin Acker:
Kuhin wytężył wzrok. -Hmm... Ja też nie widzę tam nikogo... W ogóle dziwna sytuacja. Skoro zatrzymali się na popas to klacz powinna być uwolniona z uprzęży. Jest jeszcze możliwość, że dopiero się zatrzymali, lub już zbierają się do wyjazdu. Wtedy jednak kogoś byśmy zauważyli. W takiej sytuacji Kuhin wolał zachować ostrożność -Jak myślisz? Może to być pułapka? Sam mówiłeś, że podróżni często się tutaj zatrzymują. Więc jest to dobre miejsce, na nielegalny zarobek. Nie mądrym byłoby wjechanie na polanę. Nie możemy jednak również zostawić wozu samego. Proponuję, abyś na mnie zaczekał, gdyż z tobą wóz będzie bezpieczniejszy, a ja pójdę dookoła lasem na przeszpiegi. Obiecuję, że będę ostrożny.
Funeris Venatio:
- Hmm... Dobry w tym jesteś? Nie chcę Cię narażać bez potrzeby. Rycerz zasępił się i nadal wytężał wzrok. Oglądał dokładnie, taksował spojrzeniem całą okolicę. Nie dostrzegł niczego dziwnego, o ile oczywiście tak można nazwać samotny powóz zaprzęgnięty w konia na środku polany, która służy jako przestój w podróży i miejsce na popas. Obejrzał ścianę lasu.
- Widzisz tamte krzaki? To chyba bez, trudno powiedzieć. Pójdziesz ich linią. Najpierw jednak dojedziemy do końca przesieki, tam zatrzymam powóz i zatrzymamy się. Ty wyskoczysz, pójdziesz linią drzew i tych właśnie krzaków, nie powinieneś być widoczny. Dotrzesz do powozu, obejrzysz sytuację, ale tylko krótki rekonesans. Obejdź szybko miejsce i wracaj. Jak znajdziesz jakieś ślady krwi, to wracaj pędem, nie oglądaj się za siebie.
Nekker dał znak koniom, że mają z wolna ruszyć. Toczyli się żółwim tempem przez drogę, wyglądając w miarę naturalnie. Wreszcie dojechali do końca polany, gdzie zaczynał się już gęsty las. Zakonnik zatrzymał konie i szturchnął podopiecznego w bok, dając mu znak. Sam zszedł i zaczął krytycznie przyglądać się zupełnie normalnie wyglądającemu kołu. Obchodził wóz na około, kopał ze znawstwem w oś, gdybał.
//Jesteś 294 metry od miejsca na wprost miejsca docelowego. Dodatkowo wóz znajduje się 6 metrów od ściany lasu, taka wolna przestrzeń. Ptaszki śpiewają, wiatr wieje kołysząc konarami. Powiem od razu: koń nie zacznie rżeć, nie spłoszy się, skubie sobie powoli wysoką trawę, która sięga do kolan.
Kuhin Acker:
Na pierwsze słowa rycerza, Kuhin odpowiedział uśmiechem. -Bez obaw. Wychowywałem się na wsi. Umiem poruszać się po lesie. - Plan jego towarzysza wydawał mu się dobry. Gdy dotarli do linii drzew, Kuhin ruszył pewnym krokiem przed siebie. Dotarł do linii krzewów i poruszał się wzdłuż nich. Stąpał powoli, nieśpiesznie. Na prawdę nie miał ochoty sprawdzić, jakie skutki może mieć źle zrobiony krok. Szedł metr za metrem. Im był bliżej, tym ostrożniej się zachowywał. Być może jest to zbytnia przezorność, lecz takich Zartat ma w swojej opiece. W końcu dotarł do polany na której znajdował się powóz z koniem. Zatrzymał się w lesie, jakieś 5 metrów od linii drzew. Znalazł dobry punkt obserwacyjny za bujnym krzewem i lustrował okolicę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej