Tereny Valfden > Dział Wypraw
Potłuczone szkło
Canis:
Nim dotarłeś oboje drzwi otworzyły się, wyszli przez nie dwaj mężczyźni, z jednego domu wyszedł grubszy, w długiej piżamie i szlafmycy facet mający w łapach muszkiet i celujący w drugiego mężczyzn. drugi mężczyzna był znacznie chudszy, lecz tak samo odziany i tak samo celował muszkietem w pierwszego faceta. Zorientowałeś się, że są na swoistej ścieżce wojennej ze sobą. Słońce wstawało nad horyzontem. widziałeś jak pierwsze smugi pięknego, czystego, żółtego słońca skrywają kolejne centymetry traw, budynków i innych swym blaskiem. kwestią minut było, gdy dotkną ciebie.
Anv:
- Panowie, spokojnie. Mam interes do was obu, będzie zapłacone, a potem możecie dalej do siebie strzelać. Tylko wejdźmy może do środka, bo brzydkie słońce wstaje, mi to nie na rękę. - stwierdziłem, próbując wskazać drogę do drzwi do najbliższego pomieszczenia.
Nadal mam cienko z czasem, żeby pisać, ale będę się starał.
Canis:
- Dobra, pójdziemy do mnie...
- Nie! Do mnie!
- Nie badź taki...
- Chcesz mnie w pułapkę wciągnąć, nic z tego! Albo u mnie albo nigdzie.
- To wtedy nigdzie!
Zaczęli się ponownie kłócić, a czas mijał nieubłaganie...
Isentor:
//Czy wyprawa będzie kontynuowana?
Canis:
//Uprzedzał, że będzie miał mało czasu, lecz nic się nie zmienia. W razie czego będzie mógł podjąć się ponownego wykonania misji, bądź wybrania innej dla siebie.
Wyprawa zakończona niepowodzeniem!
Podsumowanie: Gracz podjał się wykonania misji i udał się w daleką podróż, po pokonaniu przeciwności i dotarciu do Mirty, wkroczył do karczmy, gdzie uzyskał informacje na temat lokacji i położenia głównego celu podróży. Dotarł na miejsce nie ebz przeszkód i spotkał się z nimi, lecz zbyt długi czas rozmowy zniechęcił obywateli, którzy zostawili go samego w głuszy. Nie mając wyjścia oddelegowano go do Efehidonu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej