Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wskrzeszenie Lucjana

<< < (3/5) > >>

Hagmar:
- A to on u innych nie potrafi odrastać? Nieważne, zaczynamy?

Canis:
- Lepiej ci bez skrzydeł, jeszcze trochę makijażu i wyglądał byś niemal jak cywilizowana istota o szpetnym wyglądzie. - Powiedział co wiedział, wierzył, że chociaż ktoś dostrzeże miły ton głosu :) . - A to jak z tym wskrzeszaniem?

Lucjan Vilfild:
Duch Lucjana tymczasem krążył sobie gdzieś przy suficie i robiąc fantazyjne przewroty w powietrzu czekał na rozpoczęcie rytuału.

Hagmar:
- No czekamy na Isentora.

Isentor:

W między czasie, ówcześnie przygotowana mikstura podgrzewająca się w żeliwnym kociołku wiszącym nad płomieniami w kominku osiągała odpowiednią temperaturę. Isentor zerwał dwie ususzone rośliny zwisające ze sznurka (krzyczące ziele i słoneczny aloes), a następnie umieścił je w kotle. Odczekał chwilę, potem jeszcze raz zamieszał, by upewnić się, że składniki tworzą odpowiednią konsystencje. Następnie przelał miksturę do złotego pucharu, uniósł nań swą dłoń i okaleczył się. Purpurowa krew spłynęła po bladej, dłoni do złotego naczynia. Isentor zaczął wypowiadać następujące słowa:
Z pieczary zew Rashera dobiega straszliwy.
Gdy śmierć się odwraca, kto umarł - ten żywy.
Nie śmierć to, lecz tylko kłamstwo i ułuda.
Z jej ramion każdego wyrwać się uda!
Na koniec wymieszał roztwór raz jeszcze, umoczył trzy palce prawej ręki w miksturze i namalował magiczną runę na czole zwłok. Pozostałą zawartość pucharu wypił, odszedł od kamiennego stołu, na którym spoczywało ciało. I wykrzyczał:
- Iaosh elizqiashar xu anashhu gryshiltu Lucjan Vilfild!
Zapadła grobowa cisza...
Adept energicznie otworzył oczy, zorientował się, że znów żyje. Spojrzał na mistrza, lecz ten nadal stał nieruchomo wpatrując się w niego posępnie. Po chwili, ze stoickim spokojem otarł krew spływającą mu po kącikach ust.
- Jak się czujesz?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej