Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rodzinna waśń - Powrót pradziada...
Mohamed Khaled:
//Otwarta, pod nią śpi strażnik. Najpewniej pijany. I pamiętajcie, wy zaczynacie jatkę, ja dokańczam :D Czyli prościej mówiąc, róbta co chceta. W obozie jest 15 Ludzi Magów
Nawaar:
// Mnie na razie nie będzie wejdę gdzieś koło 18. Zostawcie coś dla mnie.
Kharim ruszył, za towarzyszem z młotem w ręku.
Rakbar Nasard:
Mag podjął spacer śmierci po obozie. ÂŚpiącego strażnika zabił błyskawicznie, łamiąc mu kark. Dokonał tego za pomocą psionicznej siły, będąc oddalonym od ofiary o nie więcej niż 5 metrów. ÂŚmierć człowieka była szybka, ale przede wszystkim cicha. Przechodząc nad trupem strażnika wkroczył do obozu. Sytuacja była analogiczna do obozu pierwszego, gdzie nieświadomi bandyci zostali wyeliminowani.
- Anash! - wypowiedział natychmiast formułę zaklęcia, kiedy zobaczył najbliższy cel.
Mając obie ręce wolne wytworzył z energii magicznej magmowy granat, który cisnął za pomocą psioniki w dwójkę patrolujących obóz wrogów. Pocisk eksplodował pomiędzy bandytami na wysokości głowy. Wybuch rozerwał im czaszki wraz z mózgiem oraz jedną rękę, wskutek czego obaj ponieśli szybką i niebolesną śmierć.
Kolejni już nadbiegali, zaalarmowani hałasami. Jeden, będąc 30 metrów od maga przygotowywał się do strzału, wyjmując pocisk z kołczanu. Prawdopodobnie by tego dokonał, gdyby nie natychmiastowa reakcja Rakbara.
- Heshar anash! - padła kolejna formuła aktywująca zaklęcie.
W prawej dłoni maga z energii magicznej powstała kula ognia, która kierowana psioniczną siła, dotarła do twarzy łucznika. Ogień powodujący wysoką temperaturę, zdecydowanie nieakceptowalną przez ludzkie ciało przepalił ja całą, co spowodowało rychłą śmierć.
W tym czasie jeden z bandytów dobiegał do grupki agresorów, jakimi byli krasnolud, człowiek i demon. Gdy był już bardzo blisko - około 4 metrów usłyszał jedno słowo, wypowiedziane dokładnie i donośnie:
- Heshar!
Podmuch ognia owinął całą jego sylwetkę. Dużą część - głowę, ręce i tors zdołał schować za puklerzem, który dzierżył w dłoni, biegnąc. Niestety buty były najsłabszym ogniwem ekwipunku, jaki posiadał. Zostały natychmiast spalone, a nogi wojownika zaczęły się topić. Wyjąc z bólu opuścił tarczę w dół, odsłaniając swoją twarz i szyję. Podmuch chwycił w swe objęcia te części ciała, bezlitośnie je paląc. Bandyta w wyjątkowych męczarniach padł na ziemię, ginąc.
10 Ludzi Magów
Mohamed Khaled:
Do obozu wpadł także demon, niszcząc trzech ludzi. W dosłowności, bo wpadł na nich po czym ich rozszarpał. Jatka trwała w najlepsze. Z namiotów wybiegło jeszcze trzech ludzi, których z początku widać nie było. Czyli podliczając, zostało tyle, ile przed atakiem Axardasa. A to był dopiero początek....
//Było dziesięciu, zabiłem trzech, doszło trzech. Znaczy że jest 10 ;) Dodałem, by Kharim też mógł powalczyć :D
Rakbar Nasard:
- Heshar anash grishil!
Z prawej dłoni maga wystrzelił płomień ognia, który pod wpływem psioniki został skierowany w zbliżające się wrogie jednostki. Trzech nadgorliwych biegło nadzwyczaj szybko toteż ponieśli tego konsekwencje. Płomień objął swymi ramionami trójkę bandytów, paląc ich doszczętnie. Próbowali oni ogień zgasić, tarzając się po ziemi. Nic to jednak nie dało, bowiem był to ogień zrodzony z magii. Krzyczeli i latali, niczym opętani przez demona. Postronny świadek miałby wiec kłopot, czyje moce wywołały u ofiary taki efekt - czy maga, czy demona? Płonący ludzie wpadali na namioty, zajmując niektóre ogniem.
7 Ludzi Magów
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej