Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnica Bobra - Polowanie
Mogul:
Niby był otoczony, ale najwyraźniej nie przeszkadzało to mu. Ăw ork był uzbrojony bowiem w czarną wardynę i srebrny bułat, gdzie zdawał się tańczyć z tymi broniami. Nie ustępując pod naporem ostrzy blokował większość uderzeń mieczem i pchnięć sztyletami wykonując przy tym piruety i pół piruety. Bawił się, ewidentnie bawił się. Jednak zabawa w mgnieniu oka skończyła się, gdy głowa jednego bandyty została odcięta w udanej ripoście wykonanej przez wardynę. Wtedy ork przyśpieszył dalej uważając na każde ostrze. Pchnięcie w serce Dance macabre zakończyło żywot kolejnego, bułat srebrny bułat zblokował dwa ostrza miecza rozbrajając dwójkę przeciwników. Kolejne pchnięcie tym razem do tyłu precyzyjnie trafiło w płuco przeciwnika który stał za plecami orka i mierzył w niewiadomy punkt. Po zabiciu trzeciego ork wykonał piruet trafiając śmiertelnie bułatem kolejną trójkę. Każdy miał rozciętą klatkę. Na końcu cięcia Sange znalazło się przy udzie orka blokując w tym momencie cięcie na jeden z czułych punktów na ciele. Ruch był dynamiczny i połączony ze skośnym cięciem od dołu wardyną. Wróg padł na kolana krwawiąc obficie z miejsca gdzie przed chwilą miał rękę. Jeden z dwóch ostatnich bandytów uderzył mieczem z góry a drugi ciął mieczem z drugiej strony. Ork odskoczył do tyłu wymijając obie bronie i wykonał zabójczy młynek który dosłownie poćwiartował wrogów na kawałeczki. Cały we krwi przyjrzał się konającemu, schował broń na plecy i złapał za głowę swoją demoniczną dłonią. Zbierając gniew na szponie pojawiły się błyskawice, które poraziły śmiertelnie wroga. Mogul przeciągnął się w ogóle nie zwracając uwagi na człowieka, który mu "pomógł".
0/10
Mohamed Khaled:
<huh> - tyle wydało się z mojej twarzy na widok tej masakry. Szybko wstałem. Podszedłem do konia, ładując kuszę. Tak na wszelki wypadek. Podjechałem ostrożnie. Witaj orku. Jestem tu w pokojowych intencjach. Nie zabijaj mnie, proszę... - czułem się lekko upokorzony, lecz cóż miałem począć. Sprawdziłem bełt. Był złamany, na nic mi się przyda. Gdzie zmierzasz? - zapytałem orka. Wyglądał na dość doświadczonego w bitwie.
Mogul:
Ork spojrzał zimnym wzrokiem na jeźdźca. Nieznający Mogula, a w tym przypadku i przybysz na koniu mogli odnieść złudne wrażenie, że jest to wywyższanie się. Jednak nie, to była po prostu ta chwila, gdy jeszcze dobrze nie rozpoczęta walka już się kończyła uspokajając organizm z resztek adrenaliny. Odrzucił beznamiętnie truchło na bok, przekrzywił trochę głowę i wyszczerzył kły. Po napiętej chwili dla Maurena odezwał się.
- A jakoś tak mi się nudzi, to se podróżuję. Czasami spotykasz tamto i owo na drodze, podobno czasy niebezpieczne, więc jest dużo zabawy na drogach. Podrapał się po głowie. - A wiesz jak to jest, te areny są takie mainstreamowe. Dobry strzał z kuszy, ładnie ci poszło. Gdybyś nie był w pokojowych intencjach, dawno już byś nie żył, bowiem zauważyłem cię dawno przed strzałem. Mogul nie kłamał, jego wyostrzone zmysły, jeszcze dodatkowo w trakcie walki pozwoliły mu nie tyle zauważyć człowieka, a go wyczuć. Mauren tego nie zauważył, ale ciało Khana było dalej gotowe do walki w każdej chwili, więc nie miał szans zostać zaskoczony, dlatego nie obawiał się człowieka całkowicie przez co mu wierzył.
Mohamed Khaled:
A dziękuje - powiedziałem - Tobie też całkiem nieźle poszło. Niczym jakbyś tańczył, wyrżnąłeś dziewiątkę ludzi. Piękne kombo. - rzekłem z uznaniem. Rzadko spotyka się ludzi, ekhem - orków, lub kogokolwiek kto tak potrafi. Może wybierzesz się ze mną do K'efir? Widzę, żeś dobry to raczej mnie nie zabijesz... A mam tam parę spraw do załatwienia. Przy okazji opowiesz coś o sobie
Mogul:
- Baron Mogul Khan. Po co wybierasz się do Kefiru, pamiętam to miasto.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej