Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ballada o Hemis
Melkior Tacticus:
... Tak to bowiem jest gdy podróżuje się z "profesjonalistami". Sam Melkior też był amatorem, ale mniejszym niż Gorn który był nadgorliwy zbytnio. Z kolei ten cały Roydil... z opowieści wynikało że to pijak i chulaka, ale szlachcic. Chodź ubogi. Elf usiadł przy ławie i zaczął opracowywać żur. Zacny był, taki jak powinien.
- Niezłą biesiadę przegapiliśmy, niech cie cholera weźmie zakonniku! - krzyknął do Gorna który zapewne się gdzieś krzątał.
Gorn Valfranden:
Jeśli to poprawi ci humor to gdy wrócimy zapraszam ciebie i innych na biesiadę.
Melkior Tacticus:
- Nie poprawi. Stwierdził krótko. Wątpił by Gorna było stać na wystawienie prawdziwej biesiady. Takiej trwającej minimum 4 dni. Bo każdy wie że biesiada winna trwać właśnie najmniej 4 dni. - Powiecie mości panowie co to za okazyja była? Zwrócił się do pozostałych.
Hagnar Wildschwein:
-To ty nie wisz?!- podniosło się po sali. Zabrzmiało iście tak jak mógłby sobie wyobrazić to samotny wędrowiec otoczony przez danse macabre pośród pól i wrzosowisk. Jednak tym razem słońce stało wysoko, wiatr nie dął strasznie, a zebrani byli wcale żywi dzięki magicznym właściwościom żuru.
-Przeca ylf, skąt ma wiedziecz- znad chochli zagrzmiał rosły chłop. Chyba jeden z tych co ich widzieliście przed karczmą.
-Ja powiem tedy..- odchrząknął, najwyraźniej, ważniejszy z biesiadników. -ÂŚwięto my se mieli panie- z gracją kaznodziei zaczął wywód żywo gestykulując -Hemis jako swe włady nad ziemio roztoczyła lat temu setke, abo i wiency, kto by to spamientał, tako zasiedly chopy i baby zajedno przy stole. Tako siedeli, siedeli, pily i im sie naglje gorzoła skończyła. Tako w nocy poczeli sie trudzić i wszystek myśli rozsierdzać skąd by tu przytachać chociażby okowity, abo marny siwuchy flaszecke. Jako dumanie ich zmogło wielce we drzwiach stanął se nieboga z oczema żalem zlanymi. Rzekł ludu że łon w nocy galop podjął coby dopędzić dziewke swo ukochano, co jo ociec zły wraz z bratmi psim zwyczajem wywlókł w las i nikomu nie dać wolał niżby posag wypłacać.- przerwał i podjął kilka łyżek żuru ku ogólnej irytacji.
-Tako i zasiadł w smutkach przy stole, a jedną flaszke miał ze sobo.. Przechylił ją i w mig opróżnić zechciał. Nijak jednak nie szło, bo magia i miłość wielka tam były, w sercu jego ma się rozumieć, i takie siły weń wstąpiły, że rychtyk ruszył szukać swy wybranki coby ją płomieniem swym ogrzać i życie wrócić. mówił z emfazą równą zapałowi rzeczonego chłopaka
-Nikogo nie znaloz- wtrącił jakiś wąsaty sum pływający w misce.
-Nie znaloz.. Ale wyszumiał w nocy wszelkie bóle i żegnął ją długo wśród wrzosowisk na zimno nie czuły. A ludzie przy nim byli i za ichniejsze uczucie pili.- westchnął.
-I od ty pory czekamy w noc tako na jeźdzca samotnygo co w noc przybieży. Może jego flaszka niedopitką niebędzie i wszystkich nie napoi, ale my swoje flaszki na to okazyje mamy. No i szukamy wybrancki po nocach i śniegach... A jako, że Hemis śmiercio wszelko, ale i nadziejo na nowe to...
Gorn Valfranden:
Rozumiem,wynika że to coś więcej niż myśleliśmy.Jeszcze coś wiecie czy to wszystko?.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej