Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ballada o Hemis
Melkior Tacticus:
- Jesteś upośledzony czy ty tylko udajesz debila? Powiedział elf zatrzymując wóz. Coś tu było nie tak. - Jakaś bitka tu była, chodźcie popytamy. Powiedział i ruszył do gospody.
Adaś:
-Nie podoba mi się to.-Rzuciłem w przestrzeń widząc wszystkie ciała. Odruchowo położyłem rękę, na rękojeści pistoletu. Tak przygotowany powoli ruszyłem ku drzwiom karczmy, w celu dowiedzenia się co tu się stało. W środku na pewno ktoś był, gdyż wcześniej widać było, jak ktoś wnosił jedno ciało do środka. Powoli przekroczyłem próg przybytku, rozejrzałem się po przyciemnionym wnętrzu i spytałem kogokolwiek kto tam był:
-Co tu się stało?
Hagnar Wildschwein:
//Sorry, sesja kurwa jej mać mnie pożera
Dotarliście do karczmy. Już po chwili zrozumieliście, że miała tu miejsce niezła haratanina. Rżnięto bezlitośnie, ostro i do ostatniego.. ostatniego toastu. "Zwłoki" sprzed karczmy poczęły się nagle ruszać i jak ożywieńcy mamrotać, czołgać i gaworzyć. Wszędzie zionęło gorzałą.
-Panie.. pan lepiej pytaj co się tu nie działo..- odpowiedział ten co go wniesiono. Widać otrząsnął się z amoku.
-Ambroż.. coś ty taki.. wytrzeźwiały?- zapytał ktoś spod stołu. Wytoczyła się stamtąd butelka.
Na to wszystko weszła babo. Babo było dużo i wielgo. Babo niosła, odpowiedni swojej wielkości, gar. Gar wypełniony był żuru.
-Toście chopa wczorej popyli. ÂŻałujta kompanija żeśta nie dojechaly wczorajszy nocy, bo ty wielmożna była biesiada.
Melkior Tacticus:
- Widoć... znaczy kurwa widać. Zostało coś do żarcia? Bo wódki to pewnie nima już?
Hagnar Wildschwein:
-A to nie widzi?- rzuciła wprost. A gar z żuru rzuciła na stół. Jakoś zwłoki żwawiej zbierały się z podłogi. W chwilę potem pojawiły się na blacie miski i łygi, a żur począł być opracowywany.
-Częstujta się pany, bydzie wiency!- powiedział jeden z biesiadników.
Gdyby ktoś z pewnej kompanii podróżującej na wozie, pewnej nocy całkowicie zakrytej w mroku, pewniej stał i bardziej otwartym na świat był, a nie zaś jedynie niebezpieczeństwa węszył poznałby w biesiadniku jeźdźca nocą do karczmy pędzącego. Poznałby też powód biesiady. Pobawiłby również w kompani doborowej, a i poznał co ciekawszych z zebranych. Ale kto mógł to wiedzieć na wozie mrokiem okrytym i wartownikiem raptownym...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej